Znajdź swoją skocznię [RECENZJA]

Beata Zygarlicka i Michał Lewandowski w "Skoczni w Jerozolimie", fot. P. Nykowski

Beata Zygarlicka i Michał Lewandowski w „Skoczni w Jerozolimie”, fot. P. Nykowski

Kim będziemy w tamtym świecie, jeśli tamten świat istnieje? Czy rodzic może w jakikolwiek sposób pomóc nieuleczalnie choremu dziecku? Czy ktokolwiek z nas ma szansę dostać się do nieba? Mnóstwo pytań, niewiele odpowiedzi – w takim stanie zostawiła mnie „Skocznia w Jerozolimie”. O spektaklu pisze Karolina Moras. 

Miejsce mojej akcji

Nowy sezon w Teatrze zaczęłam właśnie od „Skoczni w Jerozolimie” w reż. Pawła Kamzy. Przed wyborem tego spektaklu nie szukałam recenzji, zachęcił mnie krótki opis w repertuarze. To był mój pierwszy raz w Malarni, co również miało duży wpływ na ogólny odbiór sztuki. Ciemne wnętrze oświetlone jaskrawymi żarówkami, czarno-białe fotografie na ścianach, napis nad wejściem na salę namalowany jakby od niechcenia. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu pewnej indywidualności, nowoczesności, innego spojrzenia na Teatr. Byłam ciekawa, co mnie czeka, o czym będę myślała przez następne dni.

Bez odbioru

Ksiądz Józef był w podróży – za cel obrał sobie Górę Oliwną w Jerozolimie. Po drodze spotkał postaci z przeszłości. Opowiadały mu swoje historie, wspominały wspólne lata, zadawały filozoficzne pytania o życie, wiarę, śmierć. Mogłoby się wydawać, że ksiądz bez problemu poradził sobie z tymi pytaniami. Mimo wszystko widzieliśmy, że tak samo jak my, zwykli ludzie, nie znał odpowiedzi. Co można powiedzieć matce, której umiera dziecko? Co warto doradzić kapłanowi, któremu trudno jest uwierzyć? Jak wygląda moment śmierci? Czy każdy z nas zasługuje na „chwalebne ciało”? Jak to jest z tym zmartwychwstaniem?

Niekończącym się przemyśleniom sprzyjała sama sceneria. Kreowały ją zarówno miejsca, w których przebywał główny bohater – Wenecja, Neapol, Sorrento, które kojarzą nam się z malowniczymi krajobrazami – jak też scenografia spektaklu. Ozdobione graffiti blachy i kolorowe beczki, kontrastując z nasuwanymi przez wyobraźnię pięknymi włoskimi obrazami, tworzyły niepowtarzalny klimat sztuki.

A Ty już wiesz?

Wydaje mi się, że z łatwością można identyfikować się z księdzem Józefem. Przebyta przez niego podróż nie musiała być jedynie drogą do Jerozolimy. Mogła prowadzić do odpowiedzi, nawet do śmierci, ukazując wszelkie trudności (nieustanne przenoszenie beczek, kłopoty z transportem) i spotkania z osobami o różnych charakterach i poglądach. Mogła być symbolem codziennej, usłanej cierniami wędrówki do upragnionego celu.

Po spektaklu zapewne zastanawiasz się czy warto żałować swoich wyborów. Nie wiesz kim byś był, gdybyś nie spotkał Tej osoby w swoim życiu. Znów główkujesz nad sensem tego krótkiego życia, nieszczęsnej śmierci. Wahasz się przed kolejnym krokiem, kolejną myślą. Pociesza Cię tylko fakt, że nawet ksiądz, który z założenia był w ciągłym kontakcie z Bogiem, też nie wiedział. Ale szukał. Szukaj i Ty.

10636682_707296519337939_185731275384875961_o

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Karolina Moras