Wakacje (nie tylko) z duchami


Każdy, kto ubiegłe, sobotnie popołudnie odwiedził szczeciński Teatr Mały mógł się nieźle przestraszyć. Na szczęście nie całkiem serio – młodzież kończąca dwutygodniowe warsztaty teatralne pokazała, że duchy, wampiry i wszelkie inne strachy łatwo oswoić.

Sobotni pokaz to efekt współpracy młodych adeptów teatru oraz aktora Macieja Litkowskiego, który przygotował scenariusz i wyreżyserował spektakl, a także Marty Garbaczewskiej (scenografia) i Jacka Wierzchowskiego (muzyka). Usłyszeliśmy (także w formie śpiewanej) utwory z tomów: „Mała książka o strachach” Pernilli Stalfelt oraz „Wiersze, że aż strach” Małgorzaty Strzałkowskiej. Jak podkreślał na początku spotkania Maciej Litkowski – przygotowanie pokazu stanowiło ok. 40% wakacyjnej pracy – reszta to praca warsztatowa, zabawy teatralne, zagadki skupione wokół tematu przewodniego, zajęcia muzyczne i plastyczne. Te ostatnie zaowocowały m.in. wystawą oryginalnych plakatów przedstawiających wszystko, co w powszechnym mniemaniu straszne. Nieco zadziwiona tematyką publiczność mijała więc na początek prace utrzymane w ciemnych barwach i krwawych tonacjach przedstawiające głównie dziwne maszkary (mnie spodobał się obraz jeźdźca bez głowy).

Czwarta edycja teatralnych półkolonii i czwarty pokaz to, tym razem, sięgnięcie tematu chętnie (a czasem niechętnie) podejmowanego przez dzieci – skupionego wokół tego, czego się boimy. W wersji literackiej, która stała się kanwą scenariusza, strachy przyjmowały zazwyczaj symboliczne postaci, takie jak Baba Jaga, Biała Dama, diabły, czy duchy w powłóczystych prześcieradłach. Z dynamicznie zainscenizowanych wierszy, rozpisanych na kilkanaście dziecięcych głosów powstały dość znane obrazy – kanon wszystkiego, co w kulturze (także dziecięcej) opisuje, czy personifikuje strach. Warto dodać, że stało się to środkami bardzo oszczędnymi – kilkoma rekwizytami, instrumentami muzycznymi, a przede wszystkim poprzez intersujący ruch sceniczny i brzmienie (wiele z użytych wierszy i fragmentów prozy to rodzaj językowych gier i zabaw słowami).

Dla dorosłego oglądającego spektakl „Wakacje z duchami” to powrót do dziecięcej zabawy – wymyślania coraz to straszniejszych historii, straszenia się nawzajem, dorzucania szczypty żywych emocji i tajemnicy do świata, który dopiero poznajemy. Dla dziecka oglądającego spektakl (które siedziało w czasie pokazu na moich kolanach) wiele scen powodowało żywy, emocjonalny odbiór – podskok, zatkanie uszu, przytulenie się do dorosłego, uśmiech, a czasem śmiech. Kiedy „straszny” świat sceniczny został już całkowicie rozpoznany jako niegroźny, a młodzi aktorzy przekonali do swojej zabawy, spektakl oswoił to, co czasem trudne, co zwykle bywa też nieprzyjemne, ale w teatrze nagle stało się… bardzo śmieszne.

Po pokazie powstał dziecięcy rysunek małego widza, a na nim grupa dzieci, zespół, w którym wszyscy pozostają razem w jednej linii, a gdzieś nad nimi unosi się opowieść. To najlepsza, pozytywna recenzja tego przestawienia. Kolejne warsztaty już za rok!

rysunek

Wakacje z duchami, rysunek czteroletniego Tomka, wykonany po obejrzeniu spektaklu.