To, czego nie przeżyłam [Kontrapunkt 2016]

Czasem teatr, a czasem nie. Świnka Peppa, odcinek "Mały Aleksander", kadr z youtube

Czasem teatr, a czasem nie. Świnka Peppa, odcinek „Mały Aleksander”, kadr z youtube

Jednym z moich ulubionych felietonów w „Zwierciadle” jest ten, w którym Dorota Masłowska opisuje, jak nie udało jej się zrobić wywiadu z Sinéad O’Connor. To, co się nie wydarzyło i gdzie się nie było jest kuszącą formą opowieści, a poza tym z racji częściowych wagarów z Kontrapunktu – cóż mi pozostaje?

Życie matki

Powiedzmy sobie od razu: poznana przed Bramą Jazz Cafe reżyserka Anna Smolar wybaczyła mi nieobecność na „Aktorach żydowskich”. Kiedy więc nie było mnie na tym spektaklu i nie mogłam dowiedzieć się niczego na temat zespołu tego teatru, czy zmagań się aktorów ze stereotypami na swój temat śledziłam prywatny performans w pokoju dziecięcym. Oto trzech chłopców w wieku lat 6, 5 i 3 do dziecięcego łóżeczka wrzucało co się da – poduchy, kołdry, zabawki, a jak już się zaczęło przelewać – sami wskakiwali do środka dopychając nogami, kuprami i plecami zawartość, kotłując się w tym na granicy śmiechu i bólu. Żadnego zmagania ze stereotypem, żadnej opowieści wcześniej, którą trzeba by było pokonywać, reinterpretować – jedynie dzika i radosna walka z materią pękającego w szwach łóżeczka. Piękno sztuki (a spektakl – słyszałam – spotkał się z dużym uznaniem widzów) zastąpiło piękno życia. Też nieźle.

Życie matki dwa

Poranne prezentacje o teatrze nie(po)rozumienia (i zapewne ciekawe debaty o tym, co w teatrze dziś komunikuje się z widownią, a co nie) musiała zastąpić bliska temu tematowi refleksja zawarta w jednym z odcinków „Świnki Peppy”. Obejrzałam ją w towarzystwie dwulatki, po pięciominutowym odcinku zwykle domagającej się bisów głośnym okrzykiem „Jeście!”. W odcinku pt. „Mały Aleksander” do rodziny świnek przyjeżdżają kuzyni z tytułowym dzidziusiem Aleksandrem. Jednym z wątków staje się tu kwestia porozumienia się z małym bobasem i tego, co wokół niego robią rodzice. Zatem, aby móc przyjechać w odwiedziny do rodziny pakują całą zawartość samochodu wypełnioną buteleczkami, zabawkami, a nawet wanną. Tymczasem Aleksander potrzebuje znacznie mniej. Jeśli przyjmiemy, że owym Aleksandrem (trochę naciągane, ale tylko tyle mam) jest teatr to kwestia „obchodzenia się z nim” i szukania dla niego najtrafniejszej formy bytowania czasem jest jak kulą w płot, bo tworząc byty wokół, albo w nadmiarze, zapominamy o tym, co stanowi podstawę. Ale żeby się o tym dowiedzieć rodzice – twórcy teatrów zazwyczaj muszą przejść jakąś drogę. Boże, teatr w drodze, banał, ale może i jest w tym jakaś myśl?

Zgadywanie a przeżywanie

W przytoczonym odcinku kreskówki jest też scena, której Świnka Peppa pyta rodziców Aleksandra: „Skoro on nie umie mówić, to skąd wiadomo czego on chce?” Jego ojciec odpowiada więc: „Zgadujemy.” Zdarza mi się, że siedząc na teatralnej widowni też muszę zgadywać. Śledząc spektakl prezentowany o 19:30 „Wojny, których nie przeżyłam”, będący dla widzów pewnym wyzwaniem – zgaduję. Zgaduję, co znaczyć ma unifikacja kostiumów, geometryczne, brzmiące, abstrakcyjne formy scenografii, skupienie się na języku formalnych przekazów, eksperymenty muzyczne, zabawa kiczem i popkulturowymi kliszami. Zgaduję, dlaczego jako konteksty wybrano takie filmy, a nie inne, czy temat zapośredniczenia przekazów medialnych staje się tu formą absurdu dzisiejszego świata, czy dotyczy tematu osłabienia emocjonalnej relacji? Podobnie jednak jak postaci ze spektaklu poddające swoje ciało różnym próbom – badam na zimno, niczego nie przeżywam. A może o to chodziło? A skąd właściwie wiadomo czego chce ten teatr? Z tym pytaniem kończę dzień. Dzieci już dawno śpią.

PS Odcinek Świnki Peppy pt. „Mały Aleksander” znajdziecie na youtube.