Teatr dał mi wolność [wywiad]

Oliwia

Oliwia Ziębińska, fot. K Grygoruk

 

„Teatr daje mi dużo swobody. Podoba mi się ta zmienność. Każdy sezon to nowe wyzwanie, nie ma rutyny, zawsze jest nowy spektakl, nowe myśli, nowa estetyka” – mówi Oliwia Ziębińska, graficzka i autorka plakatów, programów i wielu druków promocyjnych dla teatru. Zapraszamy do lektury wywiadu.

 

Marysia Pyrek: Skończyłaś kulturoznawstwo. Jak to się stało, że zostałaś grafikiem teatralnym?

Oliwia Ziębińska: Zaczęło się od współpracy z Teatrem Współczesnym w Szczecinie. Pojawiłam się tam w momencie, kiedy szukano kogoś, kto zrobi rysunki. A ja właśnie szukałam pracy. Po studiach wyjechałam szukać przygód. Nie wiedziałam, kim będę i co będę robić w życiu. Po dziesięciu latach włóczenia się, wróciłam do Polski i zaczęłam pracować jako grafik.

M.P.: Czyli jesteś samoukiem?

O.Z.: Tak, jestem samoukiem. Wybór kierunku studiów nie był trafiony i postanowiłam uczyć się sama tego, co chciałam tak naprawdę robić. Kiedy szłam na studia, sztuki wizualne kojarzyły się raczej z przyszłością artysty przymierającego głodem. Teraz są jednymi z najbardziej obleganych kierunków, a zawód o nazwie „grafik” ma tysiące oblicz.

M.P.: Zagranicą zaczęłaś pracować w zawodach niezwiązanych z grafiką?

O.Z.: Jedyną rzeczą związaną z grafiką było to, że robiłam przypinki i torby z własnymi projektami i rysunkami, a później sprzedawałam je na ulicach lub w sklepach. To był czas przed kryzysem, kiedy Hiszpania była bardzo bogata i można było z takich różnych hand-made’ów wyżyć. W Hiszpanii jest inaczej – ciepło i jest inna atmosfera . W Polsce trochę trudniej być hipisem. Musisz martwić się o dach nad głową i ciepłe buty.

Sonia Suchecka: Znajdowałaś w tych krajach inspiracje dla swojej twórczości?

O.Z.: Hiszpania nigdy mnie nie inspirowała tak mocno, Meksyk za to bardzo. Ludzie są tam „nieświadomymi artystami”, otaczają się pięknymi przedmiotami, jakby zupełnie przypadkowo. Tam się chce rysować bajki.

S.S.: Ale w Twoich pracach jest dużo tematu śmierci. Czy to jest zamierzone?

O.Z.: To wypływa ze mnie. Słyszałam, że nawet jak narysuję coś wesołego to i tak jest ostatecznie smutne i wzruszające. Najwyraźniej tak mi w duszy gra. Żyjemy w czasach, kiedy śmierć jest tematem niewygodnym. A są kultury, które odejście traktują jak część życia. W Meksyku ludzie siedzą całą noc przy grobie zmarłego, bawią się i piją. W Polsce uznaje się chrześcijaństwo za religię nakazów i zakazów. Teraz robię „Biblię” z Michałem Zadarą w warszawskim Nowym Teatrze. On pokazuje, że to od naszego punktu widzenia zależy, jak przeczytamy i zrozumiemy Biblię. Jeśli ją przeczytamy na smutno, to będzie smutna, jeśli ją przeczytamy jako pieśń życia, to będzie pieśnią życia.

"Biblia. Rdz. 1-11"

„Biblia. Rdz. 1-11”, reż. Michał Zadara, projekt plakatu: Oliwia Ziębińska

S.S.: Różne religie, różnice społeczne, konflikty zwłaszcza ekonomiczne to podstawowe problemy, które dotykają postaci z gry, do której aktualnie robisz grafikę. Skąd pomysł na takie przedsięwzięcie?

O.Z.: Rok temu postanowiłam pójść do szkoły gier komputerowych Game Dev School, żeby się rozwijać i poznać nowy środek przekazu. Używanie medium, które może dotrzeć do każdego zakątku świata jest świetną sprawą. Razem z Kamilem Fejferem, twórcą Magazynu Porażka i Janem  Cieślarem, legendą polskiej branży reklamowej, założyliśmy studio the Failcores i robimy grę o Niewidzialne Ręce Wolnego Rynku (https://gry.wp.pl/niewidzialna-reka-wolnego-rynku-gra-jakiej-jeszcze-nie-bylo-6154108730173057a).Wcielasz się w niej w dwadzieścia postaci. Zaczynasz od ludzi, których ta Ręka najmniej dotyka, czyli bogaczy, dziedziców fortuny. Ostatnie etapy będą bardzo trudne do przejścia, bo spadamy po drabinie społecznej i gramy postaciami, które mają trudną sytuację społeczno-ekonomiczną. To będzie słodko-gorzka gra.

S.S.: To podróże spowodowały, że zaczęłaś się interesować konfliktami klas społecznych?

O.Z.: Nie trzeba wyjeżdżać z Polski, aby zacząć się interesować nierównościami społecznymi, ale im więcej się podróżuje, mieszka w innych krajach,  tym bardziej widać jak działa system.

S.S.: Właśnie, wspomniałaś o tym, że osoby lepiej sytuowane mają większe prawa i większe możliwości na świecie. Uważasz, że ta Niewidzialna Ręka Wolnego Rynku uniemożliwia spełnianie marzeń tym osobom, które są w gorszej sytuacji materialnej?

O.Z.: System jest tak skonstruowany, żebyś nie wyszła spoza tego, z czym się urodziłaś. Prawdopodobnie jeżeli urodziłaś się w biednej rodzinie, będziesz biedna. Może uda ci się awans do biednej klasy średniej, ale mało prawdopodobne, że dojdziesz dużo dalej. Historie pod tytułem „from zero to hero” to bardzo nośne mity, ale nikt nie zostaje bogaczem tylko dlatego, że jest utalentowany. To wszystko jest czymś okupione. My mamy taką bohaterkę z faveli, slumsów Rio De Janeiro, która chce zostać raperką, ale póki co sprzedaje narkotyki dla gangu. Ponieważ urodziła się w takim miejscu, jest uwikłana w sieć trudnych sytuacji i nie może po prostu wyjść stamtąd, zacząć spełniać marzenia, a wszyscy krzykną „hura”. Żeby gdziekolwiek zaistnieć pewnie będzie musiała dokonać wielu trudnych moralnie decyzji, na przykład przespać się z menagerem klubu, zostawić chorą matkę czy małe rodzeństwo.

S.S.: A nie uważasz, że przez dostęp do Internetu możemy wiele rzeczy zrobić sami? Ludzie z różnych miejsc na świecie (na przykład bohaterka Twojej gry) mogą nagrać coś sami i wrzucić do sieci.

O.Z.: Tak, jestem wielką fanką nowych technologii, bo sprawiły, że można się przebranżawiać, tak jak  trzy czwarte moich znajomych teraz (śmiech). Problem polega na tym, że my myślimy kategoriami Zachodniego Świata, a jednak większa część świata to nie Zachód.

M.P.: A kiedy rysujesz plakaty do teatru, to wszystko robisz ręcznie, czy na komputerze?

O.Z.: Rzadko odręcznie, czas jest ograniczony, rysunek odręczny zająłby mi wiele godzin, a trzeba jeszcze zrobić kilka propozycji.

M.P.: Czy w przyszłości chciałabyś tworzyć teatr, na przykład jako scenografka?

O.Z.: Nie, nigdy nie miałam takich planów. Zresztą teraz się przekierowuję na projektowanie gier.

M.P.: Czy Twoje plakaty były tworzone tylko w Polsce?

O.Z.: Tak, nawet nie myślałam o tym, żeby robić to zagranicą. Znam tę polską poetykę, ona jest bardzo specyficzna, wielu reżyserów już znam, są mi bliscy. Zagranicą chciałabym raczej robić gry.

M.P.: Czy kiedy robisz plakat, to korzystasz tylko z tekstu dramatu, czy chodzisz też na próby?

O.Z.: Tutaj w Szczecinie nie mogę, mieszkam teraz w Warszawie. Robię wszystko zdalnie. Dużo daje rozmowa z reżyserem, czasem Teatr też wysyła wytyczne. Gdybym bazowała tylko na przeczytanym przeze mnie tekście dramatu mogłabym się minąć z wizją reżysera. W grafice do gier jest tak, że po prostu siadasz i dłubiesz, a w teatralnej – siedzisz, myślisz, myślisz, myślisz (śmiech). A samo robienie idzie szybko. Grafika teatralna jest bardziej konceptualna.

S.S.: Ile wam zajmie robienie gry? I czy jest coś, co chciałabyś zrobić w przyszłości?

O.Z.: Zrobienie gry nam zajmie pewnie około dwóch lat, bo w takim małym zespole nie ma możliwości, żeby zrobić to szybciej. Mam plan, jestem teraz na różnych kursach, na przykład concept art, czyli rysowania konceptów rozpoczynających grę, tworzenia postaci. Grafik rysuje jak one powinny wyglądać, są to głównie postacie fantasy, a chciałabym się nauczyć je przedstawiać. Kiedy zaczęłam robić gry, nie było mi łatwo, musiałam wszystko rzucić, zaryzykować. Ale warto podejmować wyzwania, nikt nie podejmie decyzji za ciebie, bo nikt nie zna cię tak dobrze, jak ty samą siebie.

S.S.: Jak oceniasz swoją pracę dla Teatru Współczesnego w Szczecinie?

O.Z.: (Śmiech) No, bardzo dobrze, w końcu pracuję tu już siedem lat. Teatr dał mi dużo wolności i mogłam pracować z nim, kiedy byłam poza Polską, jestem za to bardzo wdzięczna.

S.S.: A jak to wygląda od strony formalnej; dzwonią do Ciebie i mówią, że potrzebują plakatu i robisz to, kiedy jesteś gdzie indziej?

O.Z.: Tak, jednak czasem robi to scenograf, czasem inna osoba, którą lubi i wybiera reżyser, więc nie mam wyłączności na plakaty. Bardzo dobrze układa nam się współpraca z Anną Rogozińską-Nowak, pracujemy razem od wielu lat i naprawdę świetnie się rozumiemy, wiemy nawzajem o co nam chodzi. Cieszę się, że dyrektorem artystycznym jest tutaj pani Ania Augustynowicz, która jest legendą polskiego teatru. Teatr daje mi dużo swobody. Podoba mi się ta zmienność. Każdy sezon to nowe wyzwanie, nie ma rutyny, zawsze jest nowy spektakl, nowe myśli, nowa estetyka.

"Raj dla opornych", reż. Justyna Celeda, projekt plakatu: Oliwia Ziębińska

„Raj dla opornych”, reż. Justyna Celeda, projekt plakatu: Oliwia Ziębińska

 

M.P.: Co do plakatów, zwykle przygotowujesz kilka różnych propozycji; czy finalna decyzja o wyborze należy do reżysera?

O.Z.: Reżyserowi oczywiście musi się podobać, ale ostateczna decyzja chyba jednak należy do dyrekcji, to ona widzi jakiś potencjał, wie co chce pokazać widzom. Konsultuje to z reżyserem, dochodzą do porozumienia, czasem muszę zrobić jeszcze jedną wersję. Najbardziej śmieszą mnie wersje niewybrane, mam cały folder, który nigdy nigdzie się nie ukaże.

M.P.: Nie planujesz czegoś z nimi kiedyś zrobić?

O.Z.: Teraz tak właśnie wyszło z plakatem „Konstytucja” Luki Rayskiego, który wszyscy noszą na manifestacje. Plakat który nie wszedł do spektaklu może mieć drugie życie. Ale nie, z moimi grafikami – nie przypominam sobie, żebym zrobiła jakiś recykling. Czasem mi ich szkoda, lubię wiele z nich. Często jest tak, że jesteś pewna, że dana grafika jest najlepsza, a klient wybiera inną. Ważne, żeby zrobić trzy mocne propozycje, więc którąkolwiek reżyser nie wybierze, to będzie dobrze. Jest też istotna kwestia nieprzywiązywania, niezakochiwania się w swoim dziele, tylko bycia zawsze gotowym do zrobienia kolejnego, jeszcze lepszego.

Dziękujemy za rozmowę.

Wywiad przeprowadziły Sonia Suchecka i Marysia Pyrek (lipiec 2017).

Prace Oliwii można obejrzeć pod tym linkiem: oliwiaziebinska.tumblr.com