Taniec posągów i gobelinów [RECENZJA]

"Akropolis", scena zbiorowa, fot. P. Nykowski

„Akropolis”, scena zbiorowa, fot. P. Nykowski

Pierwsza myśl po wyjściu z teatru? – Najlepszy spektakl, którego nie rozumiem. Kolejne… po minutach, godzinach przemyśleń – Chyba rozumiem, ale nie wiem czy mam w sobie tyle siły aby to wszystko przeanalizować. O „Akropolis” Stanisława Wyspiańskiego pisze Sara Bręcz.

Tajemnica, przestrzeń, zmysłowość i ruch. Tymi słowami można opisać inscenizację „Akropolis” w reżyserii Anny Augustynowicz. Z tego typu twórczością trzeba spotykać się twarzą w twarz. Zbyt wiele zagadek w sobie kryje, zbyt wiele form przedstawia. Najlepiej czytać ją tak jak ulubioną książkę, w której za każdym razem dostrzega się nowy detal i wraz z doświadczeniem zaczyna rozumieć kolejne wątki.

Katedra inaczej

Jednym z pierwszych elementów, które mogą zadziwić podczas oglądania „Akropolis” jest scenografia. Nie ma tutaj zbyt wielu rekwizytów, mebli czy choćby kolorów. Dominuje minimalizm. A jednak ten ascetyczny wystrój zdaje się zapewniać wszystko czego trzeba aby nadać wrażenie, że widz znajduje się w katedrze. Odczucia potęgują pojawiające się na scenie zafoliowane rzeźby, a także roznoszący się w kierunku widowni pogłos kojarzący się ze wnętrzem świątyni. Resztę dopełniają wózki, drabiny oraz kaski ochronne nawiązujące między wierszami do remontu Katedry Wawelskiej, który miał miejsce w trakcie powstawania sztuki.

Tym, co szczególnie zwróciło moją uwagę i z całą pewnością nadało sztuce wielowymiarowości są także ruchome panele – ekrany zjeżdżające ze stropu w czasie trwania spektaklu i podnoszące się do góry. Nadają przedstawieniu wrażenia przestrzeni w sensie fizycznym w postaci podziału na poszczególne plany akcji, a także w sensie duchowym wchodząc z aktorami w interakcję.

Tak, czy nie dla monochromatyzmu?

Wcześniej wspominany minimalizm scenografii przekłada się także na charakteryzację postaci. W tym przypadku mamy do czynienia z konsekwentnie utrzymanym monochromatyzmem kreacji. Każdy wygląda niemal tak samo. Nie ma postaci wyróżniającej się, dominującej, ani zawłaszczającej uwagę widza. Skala szarości w ubraniach odcina w pewien sposób prywatną osobowość aktorów od osobowości postaci. Stają się pozbawieni samych siebie jednocześnie stając się bardziej odgrywaną rolą.

Brak kolorów sprawia, że obnażona zostaje cała prawda, wszystkie niedoskonałości i atuty sylwetek jak i gry aktorskiej. Nie można już budować charakteru postaci na podstawie indywidualnego sposobu ubioru, a tym samym nie można zasłonić niedociągnięć samej gry. Pozostaje jedynie (a w zasadzie aż!) odpowiednia modulacja głosu, mimiki oraz mowy ciała. Czy to dobrze? Czy mi się to podoba? … Nie potrafię odpowiedzieć na te pytania. Jest to po prostu inne, równie inne jak wykreowana katedra.

Słowem, rytmem, uderzeniem

Niezaprzeczalny nastrój całego spektaklu pomimo interesującej scenografii budują jednak aktorzy. Jest ich wielu, każdy z określonym zadaniem na scenie, znajdujący się w różnych jej częściach. Pozornie robiąc coś zupełnie odmiennego, wspólnie składają się na elementy spójnego obrazu, stanowiącego tło aktu. Część z nich gra na instrumentach, część przenosi rekwizyty z miejsca na miejsca. Emocje przeradzają się w słowa, słowa pod wpływem muzyki wchodzą w rytm i przeistaczają się w piosenki.
Całości dopełnia taniec. Można powiedzieć, że spektakl zawiera dosłownie wszystko słowo, muzykę, śpiew oraz taniec i to nie byle jaki, bo taniec posągów i gobelinów budzących się z wiecznego snu, czy też taniec haka maoryskich wojowników.

#Wawelwruinie

Przechodząc do sedna – o czym właściwie jest „Akropolis”?Jako tekst dramatyczny literalnie opowiada o ożywieniu postaci antycznych i biblijnych w dzień Zmartwychwstania. Natomiast metaforycznie stanowi walkę pomiędzy zakorzenioną w nas mentalnością, a wizją nas samych. Walką pomiędzy tym co było, jest i będzie. Spektakl stwarza możliwość zastanowienia się nad naszą historią i nad tym, co kieruje ludzkimi decyzjami. Miłość, pożądanie, władza, żądza krwi, kultura, tradycja… schemat od wieków pozostaje ten sam. Jednak kolejne pokolenia popełniają wciąż te same błędy pozostawiając po sobie coraz cięższy bagaż emocjonalny.

Całość wręcz narzuca postawienie pytań na temat ówczesnej sytuacji Polski i nas samych. Czy w dzisiejszym kontekście politycznym jesteśmy zgodni, otwarci, tolerancyjni? Czy w dalszym ciągu historia nas obarcza? Czy Polska rzeczywiście jest w ruinie, czy Wawel – polski Akropol jest w ruinie? A perspektywa uchodźców i wojen, które się toczą? Jak odnajdujemy się w tym wszystkim jako naród? Tyle pytań, nierozwikłanych zagadek i godziny przemyśleń. Oto, co „Akropolis” robi z człowiekiem, a robi to dobrze.

14793810_1236923596377929_1301075856_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Sara Bręcz