Świnia! [RECENZJA]

Jędrzej Wielecki jako Władzio w "Ślubie", fot. P. Nykowski

Jędrzej Wielecki jako Władzio w „Ślubie”, fot. P. Nykowski

Każdy człowiek chce się czymś wyróżniać, marzy o tym, by być wyjątkową, wędrującą poza klatką formy jednostką. Nasuwa się jednak pytanie: czy możliwe jest całkowite „bycie sobą”? Czy można uciec przed gombrowiczowską „gębą”? Do refleksji na ten temat zachęcił mnie „Ślub” Witolda Gombrowicza w reżyserii Anny Augustynowicz. O spektaklu pisze Karolina Moras.

Sen wasz odrzućcie, śmierci wizerunek

Henryk śni. Przynajmniej tak mu się wydaje. Czasem trudno jest oddzielić grubą kreską jawę od snu. Ale dzieją się tak nieprawdopodobne rzeczy! Jesteśmy niemal w stu procentach pewni, że to, co widzimy jest wytworem podświadomości Henryka. Spotyka swoich rodziców, dawną miłość, rozmawia ze swoim przyjacielem. Cały czas zastanawia się nad sensem widzianych obrazów, a my razem z nim. Nagle zjawia się Pijak. I wszyscy drżą przed Palcem. Przed jego „dudtknięciem”.

Coraz głębiej zanurzamy się w umysł głównej postaci. Waha się, zastanawia, jest kuszony przez Pijaka. A może to jego alter ego, które nie mogło wcześniej przebić się przez ścianę niezdecydowania? Tak jak pamiętne trzy Wiedźmy i Lady we własnej osobie, próbuje znaleźć furtkę, dzięki której zasieje wątpliwości, zmusi do myślenia i w konsekwencji namówi do zbrodni.

Śmiem czynić wszystko, co uczyni człowiek

Henryk broni się przed manipulacją, ale to sprawia, że jest na nią jeszcze bardziej narażony. Dlaczego on sam nie mógłby decydować o swoim życiu? Czemu nie może sam udzielić sobie ślubu? Inni mu w tym jedynie przeszkadzają. Dzięki władzy można tak dużo zrobić. Tylko do czego doprowadza nas żądza całkowitej kontroli? Jedynie do szaleństwa i utraty zmysłów?

Żyjemy według wcześniej przygotowanego scenariusza. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by wprowadzać w nim zmiany. To robi Henryk, gdy coś nie idzie po jego myśli. Ale czy każdy może się tego podjąć? Czy na pewno jest się panem własnego losu? Nie potrafimy zatrzymać czasu, nie przewidujemy przyszłości. Co, jeśli jednak istnieje jakaś wyższa siła, która nami kieruje? Czyżby miał na to wskazywać biskup w konfesjonale, stół przygotowany na wzór ołtarza?

Życie jest nędznym aktorem

Sztuczność niewątpliwie króluje w kontaktach międzyludzkich. Zapominamy teksty, mylimy scenariusze. Czy można coś na to poradzić? Ile ról przyjdzie nam zagrać na scenie świata? Czy nauczymy się być dobrymi aktorami? Kiedy uświadomimy sobie, że nawet te najkrótsze słowa i najdrobniejsze gesty mają wielkie znaczenie w codziennym teatrze życia? Czekając na odpowiedzi nie pozostaje nic innego, jak za przykładem matki Henryka, wyśpiewać głośne „Alleluja” i przygotować się do założenia kolejnej maski – „gęby”.

10636682_707296519337939_185731275384875961_o

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

autorka: Karolina Moras