Świadkowie, czyli moja mała destabilizacja [RECENZJA]

Świadkowie..., na zdjęciu: Maciej Litkowski, Wojciech Sandach, Magdalena Wrani-Stachowska, Arkadiusz Buszko, fot. kolaż zdjęć Piotra Nykowskiego

Świadkowie…, na zdjęciu: Maciej Litkowski, Wojciech Sandach, Magdalena Wrani-Stachowska, Arkadiusz Buszko, fot. kolaż zdjęć Piotra Nykowskiego

Spotykasz ich codziennie. Mijasz na ulicy, w szkole, w pracy. Obserwują każdy Twój ruch, znają każdy krok. Otaczają Cię. Być może jesteś jednym z nich. O spektaklu „Świadkowie albo Nasza mała stabilizacja pisze” w reż. Katarzyny Szyngiery pisze Nina Olejniczak. 

Postawa godna krytyki?

Według Słownika języka polskiego PWN świadkowie to osoby, które są obecne przy czymś i mogą o tym opowiedzieć. Tacy właśnie są bohaterowie sztuki Tadeusza Różewicza w reżyserii Katarzyny Szyngiery. Obserwują rzeczywistość, rozmawiają o niej, ale nie biorą w niej udziału. Uśmiechy i idealnie skrojone stroje maskują strach i niepewność, o których świadkowie sami często nie zdają sobie sprawy. Postawa godna krytyki? Być może. Bohaterowie sztuki czerpią z niej jednak to, co w dzisiejszych czasach zdaje się być wartością nieocenioną – poczucie stabilizacji.

Świadkowie odcinają się bowiem od wszystkiego. Nie podejmują żadnych działań nawet wtedy, gdy widzą, że komuś dzieje się krzywda. Wydawać by się mogło, że brak zaangażowania w pewne wydarzenia sprawi, że Świadkowie dokonają ich obiektywnej oceny. Tymczasem oni relacjonują, nie siląc się na choćby drobną refleksję.

Rzeczywistość przez pryzmat szklanego ekranu

Spektakl zmusza do myślenia, jest niczym wiadro zimnej wody, która zostaje wylana na głowy widzów w momencie, kiedy najmniej się tego spodziewają. Sztuka Świadkowie albo nasza mała stabilizacja nabrała szczególnego znaczenia 15 października w Dniu Solidarności z Uchodźcami. Mimo tego, że „problem” uchodźców nie dotyczy nas bezpośrednio, niemal każdego dnia media dostarczają nam informacji na ich temat. Na podstawie telewizyjnych relacji budujemy kompletny obraz tego, co dzieje się w całej Europie. Nie myślimy, nie analizujemy, nie dyskutujemy. Patrzymy na rzeczywistość przez pryzmat szklanego ekranu.

Emocjonalny rollercoaster

Sztuka w reżyserii Katarzyny Szyngiery bez wątpienia zasługuje na miano emocjonalnego rollercoastera . W jednej chwili widz uśmiecha się, w drugiej – ma ochotę wyjść z sali pod wpływem brutalnego opisu jednego z wydarzeń. „Winę” za to ponoszą aktorzy, szczególnie zaś grający małżeństwo Magdalena Wrani-Stachowska oraz Maciej Litkowski.
Świadkowie… to bez wątpienia sztuka na którą warto jest się wybrać. Nie polecałabym jej jednak osobom, które poszukują rozrywki w czystej postaci. Spektakl ten wydaje mi się idealny na długie jesienne i zimowe wieczory. Warto wybrać się na niego w towarzystwie kilku osób z którymi następnie – przy kubku ciepłej herbaty lub lampce wina – będzie można podyskutować na temat tego, co właśnie się zobaczyło. Podyskutować na temat spektaklu, a nie jedynie go zrelacjonować.

10338307_864238893603624_7584067369116938585_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

autorka: Nina Olejniczak