Spójrz! Przez! Okno! Kotku! [RECENZJA]

Świadkowie..., na zdjęciu: Magdalena Wrani-Stachowska, Maciej Litkowski, fot. P. Nykowski

Świadkowie…, na zdjęciu: Magdalena Wrani-Stachowska, Maciej Litkowski, fot. P. Nykowski

,,Świadkowie albo nasza mała stabilizacja” to sztuka, po której boisz się w ogóle pomyśleć, że może mówić o tobie. Oglądasz, analizujesz i w głębi duszy masz nadzieję, że daleko ci jeszcze do takiego stanu.

Już osobno, ale ciągle razem

Ten spektakl mówi o umieraniu, ale nie ciała – to umieranie jest dużo subtelniejsze, mniej zauważalne. W ,,Świadkach…” umiera wrażliwość, motywacja, marzenia, to wszystko, co jest nam bliskie i czyni nas ludźmi.

Przez większość spektaklu, jego bohaterowie występują parami. Rozmawiają… nie, to nie jest właściwie dialog. Na przemian głoszą oni monologi, bardziej wchodząc sobie w słowo, niż pytając i odpowiadając. Z drugiej strony, zmuszeni do interakcji, rzucają od niechcenia pojedynczym słówkiem, wracając do skupienia się na sobie. Mówią, ale słowa mijają odbiorcę i wracają szerokim łukiem do nadawcy.

Kiedyś łączyła ich miłość, przyjaźń, naiwne, ale szczytne ideały. Dawniej ich życie było niestabilne, labilne, ale takie… żywe. Teraz jest zupełnie inaczej – wciąż są przy sobie, ale wszystko się zmieniło.

Źle, ale chociaż stabilnie

Kiedy nie ma uniesień, nie ma również upadków. Bez wielkich zrywów próżno oczekiwać spektakularnych porażek. Jeżeli nie masz natury prowokatora, stosujesz się do ogólnie przyjętych norm, stosunek otoczenia do ciebie jest właściwie neutralny.

Dlaczego bohaterowie tkwią w swoich miejscach i układach mimo tego, że szeroki uśmiech na ich twarzach jest zupełnie nieszczery? Może to kwestia przyzwyczajenia, wygody, względu na dawne czasy. Jedna z postaci wielokrotnie podkreśliła, jak wiele wyrzeczeń kosztowało ją zdobycie obecnego miejsca – dlaczego miałaby go teraz opuścić?

Każdy z nich ma swój ogródek, w którym hoduje kwiaty, marchewkę albo pretensje do świata. Nierozsądnie jest nagle wprowadzać buldożery na grządki i zbudować w ich miejscu fontannę.

Zakładasz nogę na nogę czy rozkładasz ręce

Człowiek zniesie wiele, ale w końcu pęka. Zdziera z siebie ubranie, perukę i fałszywy uśmiech. Mówi o tym, co go boli, czego pragnie i czego nienawidzi. Pyta o uczucia, oczekuje szczerych odpowiedzi. Właśnie w tym momencie zderza się z olśniewającą bielą wyszczerzonych zębów, potyka się o kant spodni i zaplątuje w meandry powierzchownej serdeczności.

Po bezcelowej i samotnej szamotaninie, człowiek idzie jednak po rozum do głowy. Poprawia równą grzywkę, zapina koszulę, wciąga spodnie. Bierze głęboki wdech i znów radośnie się uśmiecha!

Odbija ci

Podczas spektaklu, jeżeli wybierzesz właściwe miejsce i będziesz miał nieco pokrętnego szczęścia, możesz stać się niemal czynnym elementem sztuki. Jedna z postaci opowiada historię, w której chłopiec patrzy we własne odbicie – i nagle twoje oczy spotykają się z oczami aktora, który zdecydował, że to ty jesteś lustrem wody, a on chłopakiem z historii.

Patrzycie na siebie, to irracjonalne, ale czujesz dotyk autora, bohatera i aktora na swojej duszy. Co zrobisz? Wybuchniesz śmiechem? Spuścisz oczy? Spojrzysz w prawą czy lewą źrenicę – a może na neutralny punkt u nasady nosa? Obudzisz się z zamyślenia, zachwycisz, nie spodoba ci się takie wyrwanie z kontekstu? Jakie to wspaniałe, tak siłą być wciągniętym do toczącej się opowieści, jakie to oburzające!

Podczas spektaklu intensywnie myślałam o tym, jak odbierają sztukę ci wszyscy ludzie, siedzący za mną i po moich bokach. Słyszałam ich śmiech w bardziej lub mniej odpowiednich chwilach, w drastycznym momencie jakaś pani westchnęła, a po zapaleniu świateł i ucichnięciu owacji, rozpoczął się niewyraźny szum rozmów.
Drodzy widzowie, czy serce zabiło wam choć raz nieco mocniej? Czy też wasz stan całkowicie już się ustabilizował?

14666047_1314535625245895_3577811651276877682_n

 

Tekst w cyklu: Nowe blogowanie

Autorka: Jagna Forysiak