Praca konkursowa: Przekleństwo dźwięku ciszy

Akropolis- Druga generalna-289

Maria Dąbrowska jako Kasandra w „Akropoils”, fot. P. Nykowski

Kim jest Kasandra w „Akropolis”? W jakie relacje wchodzi z innymi bohaterami? Na czym polega jej dramat? O bohaterce spektaklu Anny Augustynowicz pisze Sara Sieńska, uczennica IXLO w Szczecinie. Praca nagrodzona w konkursie na twórczą interpretację spektaklu „Akropolis”. Nauczyciel prowadzący: Anna Parchimowicz. 

Sara Sieńska

Przekleństwo dźwięku ciszy

Ukarana za swoje piękno i za to, że nie pozwoliła Apollinowi posiąść jej ciała. Ukarana za własną cielesność zostaje ponownie na nią skazana – bez szansy na ucieczkę. W spektaklu nakazuje się jej ponownie być kobietą, ale idzie się o krok dalej – obnaża ją i nie pozwala uciec od natrętnych oczu. Jedynym, co odciąga wzrok i broni bohaterkę przed nagością, jest akordeon. Instrument.

Z  pomocą tego rekwizytu czy może raczej poprzez niego oddycha, stają się z nim jednym ciałem, któremu nigdy  nie jest dane przemówić, zagrać. Nie słyszymy tego, co chcielibyśmy usłyszeć, nie ma muzyki, nie doczekamy się żadnego dźwięku. Oddech. Cisza. Czy można więc stwierdzić, że akordeon jest ucieleśnieniem daru Kasandry? Widz obserwuje ją tylko zza instrumentu, ale w istocie rzeczy zawsze patrzymy na nią przez pryzmat ciążącego na dziewczynie przekleństwa. Postrzegamy ją jako złą wieszczkę, zupełnie nie biorąc pod uwagę osoby zamkniętej w ciele wróżki. Pomija się jej kobiecość, tragedię zniewolenia, niechciane małżeństwo. Utożsamiamy wartość młodej kobiety z jej szaleństwem.

Dramat Kasandry nadal trwa. Wciąż nie potrafimy usłyszeć prawdy, jaką mówi – o samej sobie. Wyspiański powołał ją do życia, chociaż mogło by się wydawać, że nie jest niezbędna dla „Akropolis” ani dla wątku trojańskiego. Włożył w jej usta słowa, które również zdają się nie mieć kluczowego znaczenia dla fabuły czy sensu dzieła. Również w inscenizacji Anny Augustynowicz postacie takie jak Chorus Eumenid, Aurora czy sam Salwator nie dostają szansy wypowiedzenia się. Musimy jednak zmierzyć się z Kasandrą. I chociaż słysząc jej imię, przed oczyma mamy obraz katastroficznej wróżki, sposób, w jaki została ona przedstawiona w szczecińskim spektaklu, zmusza, aby spojrzeć ponad to.

Kasandra jednoczy się z akordeonem. Można uznać ich za jedno: Kasandra i jej przekleństwo. Oddychają wspólnie na samym początku swojego monologu. Jakie słowa przy tym wypowiada? Wróżba czasu teraźniejszego. Nie przewiduje przyszłości, ale jak pisze Włodzimierz Szturc: „Kasandra nie prorokuje; opisuje sytuację zastaną – potwierdza fakty, które wszyscy już znają a na które zamykają oczy”[1]. Nawet najbardziej- jakby się zdawało- mistyczne kwestie po chwili okazują się być oczywistością. „Nie będzie już dla was dnia, / ani słońca, ni zorzy;” Można przecież te słowa przypisać do tak wielu kontekstów. Wszakże odsłaniają one losy wszystkich ludzi – zarówno tych mitologicznych, jak i tych prawdziwych, żyjących dawniej, teraz czy w przyszłości. Co od razu nasuwa się na myśl, gdy czytamy ten dystych, to fragment wiersza Rafała Wojaczka „Wyrzec słowo, by stwierdzić, że głos/ Jest krzykiem i nikogo to nie obchodzi”[2].  Wciąż przecież jesteśmy ślepi i głusi na naukę Kasandry, zamykamy się na to, co próbuje nam powiedzieć. Nawołuje nas do tego, aby się zatrzymać, żeby zdać sobie sprawę z własnej śmiertelności, z doczesności naszego istnienia.

A może Kasandra nie tylko stwierdza oczywiste prawdy? Może tymi samymi słowami opowiada nam o sobie? Przecież zdanie, które wypowiada, a które wcześniej przytoczyłam, mogłoby równie dobrze być kierowane do niej, zanim została zamknięta w wieży. Skazana na wieczność w samotności, w poczuciu winy i szaleństwie. Nie mogła wszakże liczyć na nikogo, skoro jej własny ojciec wydał na nią wyrok. Jednak w „Akropolis” dzieje się coś innego. Kasandrze zwraca się wolność, głos, cielesność – ponadto – staje się pożądana. Matka wręcz doprasza się o wróżbę, a przecież nikt nie był skory jej uwierzyć, nawet jeżeli już dawno przepowiadała upadek Troi. Co ciekawe, tym razem role się odwracają. Chociaż Hekuba pyta o swoją przyszłość – nie uzyskuje odpowiedzi. Wiemy przecież o tym, co się z nią stanie, że zostanie niewolnicą Odyseusza, ale Kasandra nie wspomina o tym ani słowem. Pojawia się pytanie – naprawdę nie wie czy nie chce tego wypowiedzieć? Uwidaczniają się tutaj wyraźnie relacje matka-córka, którym nie poświęca się uwagi w mitologii, a jednak tak dokładnie widoczne są na scenie. Tylko Hekuba jest obecna w trakcie monologu Kasandry i to ona wywołuje ją na scenę. Matka okazuje się być motorem całej sytuacji, prowokatorem i początkiem – zupełnie tak samo jak matka Jakuba.

Wracając jednak do płaczki urągliwej, zauważyć można, że wcale nie wydaje się skazana na swój instrument. Nie jawi się jako przedmiot niepożądany – wręcz przeciwnie, Kasandra przytula się do niego i w nim szuka ukojenia. I to nie pozostaje bez znaczenia. Kobieta znalazła ostoje w swoim przekleństwie, co z pewnością jest tragicznie piękne. Nie stara się walczyć ze swoim przeznaczeniem, nie stawia oporu, ale pogrąża się i zatraca, nie stara oddzielić swojego człowieczego i wieszczego ja. Dar apollinowy staje się dla niej ochroną, tarczą przed światem, dla którego mogłaby okazać się zbyt wrażliwa. Szaleństwo zapewnia jej samotność – która być może wcale nie jest niepożądana.  Kreuje się tu pewien obraz. Osoba, która wcale nie przepowiada przyszłości, chowająca się za swoim szaleństwem. Może ta Kasandra wcale nie jest już taka, jak została namalowana przez mitologie? Może jest tylko kobietą, nikim więcej, lecz kobietą, która boi się świata, która trzyma się dawnych idei i kreuje fałszywy obraz rzeczywistości, aby nie musieć zderzyć się z tym, co naprawdę dzieje się wokół niej. Ale czy nie wracamy tutaj do punktu wyjścia? My jesteśmy Kasandrą. Ignorując najoczywistsze prawdy, starając się zapomnieć o własnej śmiertelności i bezradności wobec losu czy upływ czasu. Cały czas przemy naprzód, nie zdając sobie sprawy, że być może jest to zupełnie bezcelowe i nigdy nie będzie w stanie przynieść nam chociażby namiastki spełnienia.

 


[1]      Włodzimierz Szturc „Tradycja helleńska w „Akropolis”: Wawel – Troja – Elsynor”

[2]      Rafał Wojaczek „Dotknąć”

 

Produkcja spektaklu została dofinansowana w ramach Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” realizowanego z okazji obchodów 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Konkurs organizuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego.

Konkurs na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” organizowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego jest jednym z najważniejszych wydarzeń realizowanych dla uczczenia przypadającego w 2015 roku jubileuszu 250-lecia teatru publicznego w Polsce.

Celem Konkursu jest wzmocnienie obecności polskich tekstów klasycznych w repertuarach współczesnych teatrów, nagradzanie najciekawszych interpretacji dawnej literatury, a także wspieranie po­szukiwań zapomnianych dzieł przeszłości, zasługujących na istotne miejsce w zbiorowej pamięci.

W Konkursie biorą udział zarówno projekty przedstawień, jak i gotowe realizacje polskich tekstów powstałych przed końcem roku 1969, tj. rokiem śmierci Witolda Gombrowicza. Najciekawsze projekty wybrane w pierwszym etapie Konkursu otrzymały dofinansowanie na realizację ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wyboru dokonała Komisja Artystyczna składająca się z wybitnych znawców teatru i dramatu. W etapie drugim Jury ocenia gotowe przedstawienia, zarówno te powstałe na podstawie projektów rekomendowanych przez Komisję Artystyczną, jak i inne, mające premierę między 26 września 2013 roku a 31 sierpnia 2015 roku.

Więcej informacji na stronie: www.klasykazywa.pl

 

logomkidn_01_cmyk

it_logotyp_mini

250_lat_logo