Powrót do świata Piotrusia Pana [relacja]

"Piotruś Pan", scena zbiorowa, fot. Magda Hueckel

„Piotruś Pan”, scena zbiorowa, fot. Magda Hueckel

O tym dlaczego warto powracać do historii znanych z dzieciństwa i jak to jest zobaczyć opowieść z przeszłości po latach – po wizycie w teatrze na „Piotrusiu Panu” pisze Katarzyna Knyszyńska. 

Styczeń, zima w pełni, patrzę: o, pada śnieg! Akurat przed wyjściem do teatru. Na myśl przychodzą mi wspomnienia z dziecięcych lat. Wtedy to o tej porze zakładałam grube rajstopy, ciepły kombinezon, kurtkę i ruszałam z mamą do piwnicy po sanki, drewniane, własnej roboty. Mama ciągnęła mnie na nich od domu do górki. Na górce zaś radziłam sobie świetnie, zjeżdżając i wchodząc z powrotem, by oddać się szaleństwu i zjechać po raz kolejny. Chciałabym wrócić do tamtych lat beztroski. Ale zaraz, właśnie wpatruję się w okno, a powinnam się szykować do wyjścia. Idę na przedstawienie pt. „Piotruś Pan” w reżyserii Eweliny Marciniak mając nadzieję, że przypomnę sobie jak to było za dawnych czasów. Pragnę skonfrontować się ze sztuką i zobaczyć co mnie bawiło kilkanaście lat temu. Zdaję sobie sprawę, że 90% widowni będą stanowiły dzieci wraz z rodzicami, dzieci ze szkoły podstawowej lub przedszkola z opiekunami. Nie zniechęca mnie to, a zatem ruszam.

Jestem już w teatralnym foyer, mijam maluchów z rodzicami. Wchodzę na salę. Wow, ile dzieci już siedzi na scenie. Na deskach teatru widzimy wiele kolorowych poduszek, wygodnych puf, na których leżą i bawią się dzieci. Układ sceny oraz widowni absolutnie nie przypomina tego ze sztuk dla dorosłych. Rzędy zostały pomniejszone o ilość siedzeń, jednocześnie powiększając scenę, tworząc efekt wybiegu. Dostawiono krzesełka po bokach sceny tak, aby rodzice mogli widzieć swoje pociechy.
Nie skupię się na szczegółowej recenzji tego przedstawienia, zaś zwrócę uwagę na jego dynamikę: kolorowe kostiumy, groteskowość postaci, niecodzienna ruchoma scenografia oraz nieszablonowe efekty specjalne w postaci latających w powietrzu aktorów. Przyznam szczerze, że zrobiły one na mnie wrażenie, ponieważ nie przypominam sobie, abym mogła je zobaczyć na żywo w innych spektaklach. Wyrazy uznania dla Konrada Bety, wcielającego się w główną rolę Piotrusia Pana, za koordynację i świadomość ruchu w powietrzu.

„Piotruś Pan” trwa nieco ponad dwie godziny, ale dzieci nie wydawały się być znudzone. Interakcja pomiędzy aktorami oraz widzem była namacalna, liczne humorystyczne piosenki przeplatane z akcją, tworzyły silnie spójne widowisko. Ja też się nie nudziłam. Teatr pobudza wyobraźnię dzieci, wychowuje oraz uczy. Z własnego doświadczenia wiem, że dziecięce wyjścia do teatru zapadają w pamięci na lata.

Czy starsza widownia ma szansę wynieść z tego przedstawienia coś dla siebie? Owszem. Niesforna gromadka dzieci pod namową Piotrusia Pana opuszcza swój dom. Mają dość ciągłego zrzędzenia rodziców oraz ograniczeń w ich pragnieniach. Wydaje im się, że tak będzie lepiej. Czy jest ktoś wśród nas, kto nigdy, przenigdy nie pomyślał w duchu: ,, mam dość, wyprowadzam się! ”, „jak skończę 18 lat, to moja noga tu dłużej nie postanie! ” ? Z pewnością większość czytelników uśmiechnie się w tym momencie i przyzna mi rację. Wyfrunięcie z gniazdka nie gwarantuje sielanki i beztroski. John, Michael i Wendy napotykają na swojej drodze szereg przeszkód, z którymi muszą się zmierzyć. To tak jak w życiu dorosłych. Wyprowadzka z domu rodzinnego, np. na studia. Miało być super, miały być imprezy, decydowanie samemu o sobie i zero kontroli rodziców. Rzeczywistość jednak okazuje się brutalna. Prędzej czy później i tak wyciągamy rękę do rodziców o pomoc, dzwonimy podczas gotowania z zapytaniem o konkretne składniki. Zdajemy sobie sprawę, że tęsknimy za rodziną i chcemy się z nimi dogadać.

W życiu, jak i w scenie finałowej przedstawienia, przychodzi moment, w którym dzieci stają się dorosłe, a rodzice bardzo starzy. Rolę opiekunów muszących zadbać o swoich rodziców przejmują dzieci. Ta scena pokazuje tak naprawdę, jak szybko mija życie i jak zatacza krąg wśród naszych bliskich. Przestajemy być młodymi i niedoświadczonymi życiowo osobami, stajemy się zaś odpowiedzialni za siebie i za resztę swojej rodziny.

Pan i Pani Darling: Tak się martwiliśmy! (…) Gdzie wyście byli?

Wendy: Przygotowywałam się do trudnej roli mamy. (…) Zachowujecie się jak dzieci. Dziecinne życie pełne niefrasobliwości, nieodpowiedzialności i latania wśród dziecięcych marzeń, to tylko wstęp, początek do krętej drogi zwanej życiem.

Wychodząc z sali, przedzierając się przez tłum w kierunku do szatni, usłyszałam bardzo pozytywny, magiczny dialog między dziewczynką i jej tatą:
Dziewczynka: Tato, ci aktorzy nie latali, tylko byli na linie, prawda?
Tata: Nie prawda, latali naprawdę za sprawą pyłu Dzwoneczka.

Kochani czytelnicy, którzy macie w planach zabrać swoją pociechę do teatru- uwierzcie w tę magię wraz z dzieckiem, a z pewnością zrozumiecie co jest grane. Przedstawienie ”Piotruś Pan” grane na deskach Teatru Współczesnego w Szczecinie jest godnym polecenia widowiskiem nie tylko dla dzieci i rodziców, ale i nastolatków, którzy przeżywają bunt dorastania. Pomiędzy efektami specjalnymi i blaskiem magicznego pyłu Dzwoneczka, można dostrzec odniesienia do dorosłego życia. Dzieci będą zachwycone barwną opowieścią i jej przedstawieniem, dorośli z kolei wrócą pamięcią lat beztroski oraz zmierzą się z tematem trudności wychowywania dziecka.

10362360_704273719626484_1188761904208839090_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Katarzyna Knyszyńska