Po nitce do „Dziecka” [recenzja]

Przemysław Walich i Iwona Kowalska w "Dziecku", fot. Piotr Nykowski

Przemysław Walich i Iwona Kowalska w „Dziecku”, fot. Piotr Nykowski

Dlaczego adopcja jest aż tak trudnym procesem i biurokratyczną machiną? Czy rzeczywiście przyszli rodzice muszą być prześwietleni od A do Z, a w życiu człowieka nie ma miejsca na pomyłkę? Czy naturalni, biologiczni rodzice zawsze są czyści jak łza, a tym samym jest to gwarantem dobrej przyszłości ich potomków? O spektaklu ,,Dziecko” w reżyserii Martyny Łyko pisze Katarzyna Knyszyńska.

ADOPCJA KOŁEM SIĘ TOCZY

Scenografia spektaklu ”Dziecko” wykonana przez Mikołaja Małka do złudzenia kojarzy mi się z nadawanym przed laty teleturniejem ”Koło fortuny” oraz obecną, tegoroczną reklamą Kasy Stefczyka. Zielone i białe prostokąty z funkcją obracania oraz podświetlonym, tęczowym u góry panelem to jedyne stałe elementy tego przedstawienia. Półko-szufladki nie wyświetlają jednak liter ani haseł, ale w miarę rozwoju akcji są odkrywane i możemy dostrzec, że zawierają przeróżne przedmioty – laptopa, słodycze, długopisy, a nawet łapkę na muchy. Pierwsza scena spektaklu rozgrywa się w poradni lekarskiej, zatem można sądzić, że to po prostu szafa kartotekowa na dokumentację medyczną. Niemniej jednak górny rząd siedmiu białych pól może sygnalizować nam, że hasłem konkursowym jest ”Dziecko”. A co z pozostałymi trzema polami? Czy w ogóle da się ułożyć z tych pól sensowne zdanie i zgarnąć pulę nagród? Czy wygraną w całej batalii jest dziecko? Czy w ogóle dojdzie do finałowej rundy i głównego lauru – adopcji?

GRASZ, CZY NIE GRASZ

Z racji moich pierwszych skojarzeń dotyczących tego spektaklu, sztukę wpisuję w ramy programu telewizyjnego, loterii, konkursu. Obowiązek wypełniania dokumentów i zaświadczeń (rodem z profesjonalnego castingu), podchwytliwe pytania, ankiety i ubrane w zielone garsonki urzędniczki (Adrianna Janowska Moniuszko oraz Krystyna Maksymowicz), niczym prowadzące popularnego show. Główną stawką w konkursie jest dziecko. Pomylisz się – wypadasz z gry, a twoja nagroda przepada. Nie ma dobrych i złych odpowiedzi. Każda zostaje zmanipulowana i przekształcona w przeszkodę nie do pokonania. Czy dziecko może być uprzedmiotowione aż tak, żeby było tylko fantem w loterii?

STAWKA WIĘKSZA NIŻ…

Głównym wątkiem tego przedstawienia jest niewątpliwie adopcja dziecka oraz szereg działań mających na celu zweryfikowanie potencjalnych rodziców. Pozornie- instytucje dbają o dziecko w taki sposób, aby prześwietlić całe życie przyszłych rodziców, a nawet i dziadków. Odnosi się wrażenie, że urzędniczki w zasadzie robią wszystko, aby do tej adopcji nie doszło. Kazusy prawne i brakujące dokumenty przysłaniają dobro dziecka, które czeka na miłość i dom rodzinny. Ważniejsze jest wytknięcie błędu, wyciągnięcie brudów z przeszłości oraz czekanie na najmniejsze potknięcie tak, żeby Marta (Ewa Sobczak) i Marek (Michał Lewandowski) nie mogli zostać rodzicami upragnionej pociechy. Jest komplet papierów, lecz data jest nieczytelna i cała procedura legnie w gruzach. Czy tak nie jest w programach telewizyjnych, gdzie prowadzący blefują, zadają dwuznaczne pytania z drugim dnem podstępnie licząc na pomyłkę, a widzowie zaaferowani wierzą w dobre intencje i chęci obdarowania uczestników kosztownościami w zamian za dobrą odpowiedź?

,,ŚMIERĆ WYZWALA Z CIASNYCH MIESZKAŃ – DAJ DZIECIOM POLISĘ”

Główni bohaterowie wydają się być zwykłymi ludźmi, którzy bardzo chcą, a nie mogą wydać na świat potomka. Niczym szczególnym się nie wyróżniają, zdarzy się im przeklinać, mają znajomych z którymi lubią potańczyć w obecności alkoholu. Zupełnie jak każdy z nas. Zgłaszają się do poradni leczenia niepłodności, chwytają się każdej szansy na to aby móc być w pełni szczęśliwą rodziną. Zresztą bacznie obserwując ich zachowanie, można domyślić się i stwierdzić, że dziecko dopełniłoby ich związek. Istotnie czuć między nimi napięcie związane z bezpłodnością, być może przechodzą kryzys? Kochają się, nie szczędzą czułości i pocałunków, lecz już na pierwszy rzut oka widać, że czegoś im brakuje. Potwierdzeniem tego są bezpośrednie słowa Marka ”My potrzebujemy dziecka” oraz puszczane na początku i końcu spektaklu krótkie filmiki, które przedstawiają już Martę i Marka jako rodziców. Rodziców zmęczonych biegunką, ząbkowaniem, gorączką, ale będących szczęśliwą rodziną. Przełom małżeństwa wydaje się być zażegnany.

Przed wejściem na widownię szczecińskiej Malarni jak i bezpośrednio przed rozpoczęciem przedstawienia, można usłyszeć wydobywające się z głośników komunikaty, reklamy odnoszące się do rodziny i dzieci. Posiadanie rodziny jest przedmiotem reklamy i czystego marketingu. Polisa ubezpieczeniowa dla dzieci, suplementy i leki dla dzieci, rodzinny odpoczynek oraz usługi ze zniżką dla rodzin z dziećmi to karty przetargowe wielu firm, które bazują na ,,chęci” dania dzieciom wszystkiego co najlepsze. ”Silikonowe szczoteczki do dziąsełek, kaczuszka do wanienki, pieluszki, nocniczki, oszaleć można”- to słowa głównej bohaterki, która ewidentnie czuje przesyt.

ZARZUT: ADOPCJA

,,Dziecko” to drugi – zaraz po ,,Wieży z klocków” w reżyserii Arkadiusza Buszki – spektakl, który pokazuje stygmatyzację rodziców adopcyjnych, którzy w oczach urzędników i obecnego prawa adopcyjnego są traktowani jako podejrzani, potencjalni złoczyńcy i zagrożenie dla ich przyszłych dzieci. Oba spektakle rotują wokół tego samego tematu oraz posługują się lalkowymi animantami. Warto zobaczyć je w nadchodzącym sezonie 2017/18, aby zobaczyć czym tak naprawdę jest adopcja zarówno dla rodziców, jak i dzieci.

10362360_704273719626484_1188761904208839090_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Katarzyna Knyszyńska