Ocenianie po pozorach jest złudne [WYWIAD]

Na pierwszym planie: Maria Dąbrowska, laureatka "Bursztynowego Pierścienia" w nagrodzonym spektaklu "moja mama leczy się u doktora Oetkera", fot. P. Nykowski

Na pierwszym planie: Maria Dąbrowska, laureatka „Bursztynowego Pierścienia” w nagrodzonym spektaklu „moja mama leczy się u doktora Oetkera”, fot. P. Nykowski

Istnieje przekonanie, że aktorka musi mieć zrobioną fryzurę, być ładnie ubrana, umalowana i prezentować się jak w serialach. Ludzie nie wierzą, że normalnie wyglądająca osoba, która nie ma „zakręconych losów”, może być aktorką – mówi aktorka Maria Dąbrowska. Wywiad odbywa się w cyklu pt. CZEGO NIE WIDAĆ. Z aktorką rozmawiają Katarzyna Knyszyńska i Kamil Dymerski.

Katarzyna Knyszyńska: Jest Pani uczestniczką naszego cyklu wywiadów „Czego nie widać”, dlatego, że końcówka roku okazała się być dla Pani szczególnie owocna. Została Pani laureatką Bursztynowego Pierścienia po raz drugi. Czy spodziewała się Pani tego wyróżnienia lub gdzieś w głębi na nie liczyła?

Maria Dąbrowska: Nie, nie spodziewałam się. Zostałam tą nagrodą mile zaskoczona.

K.K: Jest Pani zadowolona z wyróżnienia? Daje to Pani motywację na przyszłość?

M.D: Nagroda za spektakl czy rolę jest potwierdzeniem, że to, co robię, skutecznie przenosi się na „drugą stronę”, rezonuje z widownią. Czy wyróżnienie daje mi motywację? Nie, raczej nie. Do pracy motywują mnie bardziej konkretne problemy, ciekawość czy przeszkody, które napotykam po drodze. Nagroda jest czymś miłym, ale nie motywacją.

Maria Dąbrowska w spektaklu muzycznym "Opherafolia" zespołu POGODNO. Premiera przedstawienia odbyła się w Teatr Muzyczny Capitol w ramach 27. Przeglądu Piosenki Aktorskiej 
we Wrocławiu

Kamil Dymerski: Jak to było z początkiem teatru w Pani wykonaniu? Czy zawód aktorki traktuje Pani jako powołanie, przypadek czy marzenie?

M.D: Można powiedzieć, że znalazłam się tu przez przypadek, ale, patrząc z perspektywy czasu, teatr przewijał się w moim życiu od zawsze. Ani jako dziecko, ani jako nastolatka nie chciałam być aktorką, w ogóle o tym nie marzyłam. Przygoda z aktorstwem wzięła się stąd, że gdy miałam 16 lub 17 lat, wraz z grupą znajomych i przyjaciół z liceum stworzyliśmy spektakl w ramach Przeglądu Krótkich Form Teatralnych w Szczecinie, organizowanym przez LO6. Wtedy to było bardzo popularne. Każdy, kto był w liceum, mógł zrobić spektakl, a potem pokazać go publicznie. Stwierdziliśmy, że stworzymy ten spektakl, trochę ze zmęczenia trudnym okresem dojrzewania. W wieku 17 lat wyczerpaliśmy się buntowniczym życiem nastolatków i mieliśmy poczucie, że trzeba zrobić coś więcej, coś sensownego.

KD: Teatr?

M.D: Paradoksalnie – interesowaliśmy się muzyką, filmem, teatrem zaś niespecjalnie. Pierwszy nasz spektakl był szalony i wielu osobom się nie spodobał, zwłaszcza organizatorom. Zostawiliśmy po sobie bałagan, zniszczyliśmy tort i po przedstawieniu pozostał już nie tylko nieład, ale i niesmak. Nie dostaliśmy żadnej nagrody. Rok później również przygotowaliśmy spektakl.  Napisaliśmy z przyjacielem tekst, sami wszystko zaaranżowaliśmy i ponownie zostawiliśmy straszny rozgardiasz. Wygraliśmy ten przegląd, a jako 17-latka dostałam nagrodę aktorską w przeglądzie. Był nią udział w warsztacie teatralnym w Teatrze Kana, prowadzonym przez niezwykłego człowieka – Janusza Janiszewskiego. Zanim zdecydowałam się na szkołę aktorską, dwa lata studiowałam polonistykę w Szczecinie. Wiedziałam, że chcę się zajmować teatrem, ale nie wiedziałam, że zawodowo.

K.D: Czyli to wydarzenie z Przeglądu Krótkich Form Teatralnych można uznać za Pani debiut sceniczny. Co z Pani debiutem zawodowym?

M.D: Taki zawodowy debiut, to egzamin dyplomowy w reżyserii Piotra Cieplaka w Bielsku- Białej.

K.K: Czy towarzyszyła temu trema, stres?

M.D: Jasne, stresowałam się, ale jednocześnie praca z Piotrem Cieplakiem była wspaniała i to było dla mnie ogromne doświadczenie: będąc na ostatnim roku szkoły aktorskiej spotkałam się z osobowością bardzo mocną, ale i niesamowitą wrażliwością .To był super start.

Maria Dąbrowska i Marta Malikowska w spektaklu muzycznym "Koncert życzeń" przygotowanym w ramach autorskiego projektu Kobiety Zagrożone Niskimi Świadczeniami Emerytalnymi (33. PPA Wrocław), fot. facebook.com/marysiadabrowska

Maria Dąbrowska i Marta Malikowska w spektaklu muzycznym „Koncert życzeń” przygotowanym w ramach autorskiego projektu Kobiety Zagrożone Niskimi Świadczeniami Emerytalnymi (33. PPA Wrocław), fot. facebook.com/marysiadabrowska

K.K: Zdarza się, że gra Pani w kilku spektaklach naraz. Jak to możliwe, że pamięta Pani wszystkie role bez zawahania? Mamy do czynienia z pamięcią doskonałą, czy z pamięcią doskonaloną każdego dnia?

M.D: Do czynienia mamy z warsztatem. W każdym zawodzie jest chyba tak, że ludzie, specjalizując się w jednej rzeczy, dochodzą nie tyle do perfekcji, ale sprawności. Nie powtarzam w domu tekstów ról, po prostu mam je w głowie. Gdy gramy spektakl wznowiony po dłuższej przerwie, zaglądam do scenariusza, aby przypomnieć sobie tekst, ale nie muszę się go uczyć na nowo. Aktor na scenie posługuje się pamięcią sceniczną, pamięta przez ruch, działanie, ciało. Po wejściu na scenę, kiedy człowiek zaczyna się ruszać – ciało podpowiada tekst. Czasem zdarza mi się zapomnieć kwestii, ale obyło się bez spektakularnych potknięć.

K.D: Największe wyzwanie sceniczne to…?

M.D: Największym wyzwaniem dla mnie byłoby zagrać osobę, która jest bardzo daleka ode mnie, czyli taka ze sfer emocjonalnych, z którymi nie mam do czynienia..

K.K: A role rozbierane stanowią dla Pani duże wyzwanie? Miała Pani okazję grać bez ubrania przed widownią?

M.D: Tak, miałam epizody grania rozbieranych ról. Jednak były to role w spektaklach, w których nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu, ponieważ to z czegoś wynikało i byłam w to wprowadzona. Taka rola mogłaby być dla mnie problemem, gdyby ktoś przyszedł i powiedział: „proszę bardzo, a tę scenę gra pani nago”, ale coś takiego jeszcze mi się nie zdarzyło.

Maria Dąbrowska na planie filmowym etiudy fabularnej "The waking" w reżyserii Bartosza Świniarskiego, fot. facebook.com/marysiadabrowska

Maria Dąbrowska na planie filmowym etiudy fabularnej „The waking” w reżyserii Bartosza Świniarskiego, fot. facebook.com/marysiadabrowska

K.K: Czy jest Pani rozpoznawalna? Zdarza się, że kiedy idzie pani na zakupy, ktoś Panią zaczepia i prosi o autograf, zdjęcie lub chce zwyczajnie porozmawiać?

M.D: Nie czuję się rozpoznawalna. Czasem ludzie się do mnie uśmiechają albo mówią mi „dzień dobry” i często domyślam się, że to jest widz. Uważam, że publiczność teatralna jest raczej dyskretna, a większą sławą cieszą się aktorzy serialowi…

K.K: Miała Pani epizod aktorski w telewizji?

M.D: Miałam epizod aktorski w filmie, ale nie wiem nawet, czy doszło do jego premiery. Chciałabym zagrać w filmie i mam nadzieję, że kiedyś to marzenie się spełni. Stanowiłoby to swego rodzaju poszerzenie, otwarcie nowych aktorskich dróg. Nigdy oczywiście nie chciałabym zostawić teatru. Tam czuję, że żyję.

Maria Dąbrowska w teledysku do piosenki Bajzla "Nie znikaj" w reż. Matthew Schroedera m.in. z udziałem Wojciecha Sandacha oraz aktorów Teatru Współczesnego w Szczecinie.

K.D: Czyta Pani recenzje teatralne spektakli, w których Pani gra? Niektórzy z widzów prowadzą blogi, na których umieszczają swoje opinie na temat przedstawień. Są dla Pani ważne, motywują czy dołują?

M.D: Czytam recenzje, które są wysyłane do teatru. Nie szukam ich w Internecie. Ciekawią mnie recenzje, które dotykają sedna, kiedy ktoś docieka i widzi, albo nakłada swoją bardzo ciekawą interpretację. To jest niezwykłe, że my, będąc w środku, nigdy nie wiemy do końca, czym jest ten spektakl. Dlatego głos każdego widza czy krytyka, bardziej doświadczonej osoby, zawsze jest ważny. Konstruktywna krytyka nigdy nie boli.

K.K: Spektakl ,,moja mama leczy się u doktora oetkera” traktuje o poważnej chorobie – chorobie psychicznej, a jednak wizualnie jest to śmieszna, kolorowa sztuka. Jak Pani interpretuje to przedstawienie i swoją rolę?

M.D: Rozszerzyłabym bardziej tematykę tego spektaklu. Punktem wyjścia do skojarzeń może być  symboliczny domek, główny element scenografii. To nasz rodzinny dom, w którym jesteśmy, a do którego często nie mamy dostępu, nie widzimy go z zewnątrz. Myślę, że Wojtek Klemm chciał zrobić spektakl o ukrywaniu trudnych rzeczy, które dzieją się w naszych czterech ścianach. Spektakl nie dotyczy tylko zdiagnozowanych chorób psychicznych, ale i depresji, która jest poważną chorobą współczesnych czasów. Bardzo wielu ludzi nie chce się przyznać, że na nią cierpi, a środowisko wokół często nie pomaga, nie staje twarzą w twarz z problemem, ale też gra i udaje, że problemu nie ma. Forma przedstawienia jest łatwo przyswajalna i uważam, że to dobry sposób na poważne tematy.

K.D: Odnosząc się do Pani świetnej roli w „Mad Women”- czy uważa Pani za problem, że ludzie oceniają innych nie po prawdziwych umiejętnościach i wartościach, a po wyglądzie czy płci? Czy zjawisko dyskryminacji jest powszechne w pracy w teatrze?

M.D: Myślę, że ocenianie po pozorach jest złudne, utwierdza stereotypy, za którymi się podąża, a to niekoniecznie pomaga w znalezieniu drogi do wyjścia. Osobiście spotykałam się ze zjawiskiem, moim zdaniem, zabawnym – gdy ludzie dowiadywali się, że jestem aktorką, byli zaskoczeni, może nawet podejrzliwi. Istnieje przekonanie, że aktorka musi mieć zrobioną fryzurę, być ładnie ubrana, umalowana i prezentować się jak w serialach. Ludzie nie wierzą, że normalnie wyglądająca osoba, która nie ma „zakręconych losów”, może być aktorką. Generalnie w urzędach, instytucjach, czy nawet u lekarzy nie zdradzam się, że jestem z zawodu aktorką, bo nie chcę, żeby ktoś traktował mnie inaczej tylko dlatego, że nią jestem. Z jakąkolwiek formą dyskryminacji się nie spotkałam albo nie jestem sobie w stanie teraz tego przypomnieć.

K.D: W Teatrze Współczesnym możemy oglądać Panią od 2005 roku, czy przez te prawie 12 lat znalazła Pani wśród współpracowników swojego przyjaciela/przyjaciółkę?

M.D: Oczywiście, wielu przyjaciół. Wszyscy przyjaźnimy się ze sobą, a atmosfera w teatrze jest bardzo ciepła.

Maria Dąbrowska jako Kasandra w "Akropolis", TW Szczecin, fot. P. Nykowski

Maria Dąbrowska jako Kasandra w „Akropolis”, TW Szczecin, fot. P. Nykowski

K.K: Co robi Maria Dąbrowska poza teatrem?

M.D: W zasadzie dużo mojego czasu skupia się wokół teatru. Bardzo interesuje mnie muzyka, ruch i ciało, co jest ściśle związane z pracą w teatrze. Mam rodzinę, męża i dwie córki. To dla mnie druga, równie silna i równoważna rzeczywistość, która mnie pochłania po wyjściu z teatru.

K.K: Jakie jest Pani ulubione przedstawienie Teatru Współczesnego? Czym się wyróżnia i dlaczego poleca je Pani widzom?

M.D: Uważam, że jedno z najlepszych ostatnich przedstawień to ,,moja mama leczy się u doktora oetkera”. Może głupio mówić o przedstawieniu, w którym się gra, ale myślę, że ten spektakl jest niezwykły i ma coś magicznego w formie. Opowiada o poważnym temacie, a operuje lekkimi środkami i wydaje mi się, że my, grający w tym przedstawieniu, jesteśmy mocno ze sobą związani jak jeden organizm na scenie. Czuję obecność partnerów, a jednocześnie swobodę w komunikacji. Zapraszałabym widzów na przedstawienie ze względu na możliwość zajrzenia do „domku”, który każdy ma w swoim życiu. To temat uniwersalny, niekoniecznie dotyczący zaburzeń psychicznych czy poważnych chorób, ale wszystkiego, co mogło nas dotknąć w rodzinie, z czym jako dorośli mamy problem. Warto zobaczyć i pomyśleć sobie o tym z dystansu dojrzałego już człowieka, często nie do końca uporanego z „domkiem”. Drugą sztuką, która wydaje mi się warta uwagi, to „Ślub” Witolda Gombrowicza w reżyserii Anny Augustynowicz. Temat jest zaskakująco aktualny i niezwykle bliski naszemu zewnętrznemu teatrowi politycznemu. Dotyka też nas, widzów i świadków tego politycznego „przedstawienia”, jednocześnie świadomych oglądanej gry i bezradnych wobec niej… Uważam, że jest to bardzo dobre przedstawienie.

K.K: Nad jaką rolą obecnie Pani pracuje?

M.D: Aktualnie jesteśmy w trakcie prób do sztuki „Pustostan” Maliny Prześlugi. Przedstawienie reżyseruje Paweł Paszta. Czasu do premiery zostało niewiele (premiera 18 lutego). Wkraczamy więc w gorący okres, najbardziej intensywny. Akcja dramatu rozgrywa się na planie rodzinnym. Jak widać „domek” jest ciągle blisko nas. Tym razem widzowie zostaną zaproszeni do jego wnętrza. Będzie mnie można tam rozpoznać pod popularną w naszych życiach postacią, postacią Matki. Więcej nie chce nic zdradzać, bo chociaż czasu jest mało, to jeszcze wszystko może się zmienić.

K.K i K.D: Dziękujemy za rozmowę i widzimy się na kolejnych przedstawieniach!

PS. Poproszona o napisanie swojej notki biograficznej Maria Dąbowska napisała:

Maria Dąbrowska - kobieta, aktorka, matka, śpiewa, tańczy, jeździ na rowerze, najlepiej do lasu, najgorzej do sklepu. Ciągle w biegu.

Polub fanpage aktorki Marii Dąbrowskiej na Facebooku: https://www.facebook.com/marysiadabrowska/