Nie wiadomo, kto zwariował

plakatjpgmaly„Wyrypajew jest najlepszym ze znanych mi współczesnych dramaturgów, nie czytałam do tej pory czegoś tak porywającego” – mówi przed premierą spektaklu „Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie” reżyserka spektaklu i odtwórczyni jednej z ról – Anna Januszewska.

Z Anną Januszewską spotykam się na ponad tydzień przed premierą. Jest w biegu – pomiędzy pracownią krawiecką, a pokojem kierownika technicznego. Wieczorem próba. Kolorowa, pełna energii, z zeszytem pełnym notatek. Siadamy na chwilę rozmowy w gabinecie dyrektor artystycznej.

Kamila Paradowska: Możemy ujawnić, że przedsięwzięcie ma swoją matkę chrzestną ?

Anna Januszewska: Tak, jest nią Maria Dworakowska, moja przyjaciółka, z którą znamy się od lat, jeszcze z teatru w Toruniu, gdzie Mysza pracowała w dziale literackim. Teraz jest kierownikiem biblioteki Instytutu Teatralnego w Warszawie. Pewnego dnia, a właściwie wieczora, zadzwoniła do mnie i powiedziała „Słuchaj, jest genialna sztuka z rolą dla Grzegorza, koniecznie musisz to przeczytać!” Kiedy przeczytałam od razu wiedziałam, że musimy to zrobić.

KP: Co Cię zaciekawiło na początku i co odkryliście przez szereg prób ?

AJ: Mysza mówiła o genialnym monologu, więc na początku ciekawiło mnie, który to i o co chodzi. W sztuce jest wiele monologów i wszystkie najwyższej jakości. Można rozpisać konkurs na najlepszy (śmiech). To zresztą i tak się stanie na każdym przedstawieniu, i prawdopodobnie w zależności od publiczności, będzie różnie. Ale materiał wyjściowy arcyciekawy, tekst świetnie napisany, doskonale przetłumaczony. Rozszyfrowywanie zagadek zajęło nam sporo czasu, bawiliśmy się przy tym wyśmienicie. Tym bardziej, że oczywistości na dziś, traciły ważność dnia następnego, najczęściej poprzez kolejne dokonane odkrycie i tak w kółko (śmiech).

KP: Jaki jest dla aktora i reżysera Wyrypajew jako dramaturg ?

AJ: Wyrypajew jest najlepszym ze znanych mi współczesnych dramaturgów, nie czytałam do tej pory czegoś tak porywającego. Ironia, dowcip, bystra obserwacja, wrażliwość – można by bez końca mnożyć superlatywy. Każdego dnia pilnowaliśmy się, by nie wypaczyć tego zupełnie niespotykanego spojrzenia na świat poprzez nietrafioną interpretację własną. Więc duży stopień zagrożenia. Dochodzenie do sedna było wyzwaniem i aktorskim i reżyserskim, choć niełatwym, to trafienie w punkt nagradzało satysfakcją nie byle jaką.

KP: W „Letnich osach…” pojawiają się interesujące tematy takie jak odpowiedzialność za siebie, za drugiego człowieka, za wybory polityczne również. Zaskakujący jest monolog Helene dotyczący relacji kobieta-mężczyzna…

AJ: Absolutnie cudowny! Dla mnie gratka, ponieważ mogę się wypowiedzieć dłuższą frazą i to w dodatku wobec mężczyzn. Jestem wdzięczna autorowi, że wyposażył moją postać w taki oręż. Zresztą obdzielił sprawiedliwie postaci, każda ma do dyspozycji porządnie skrojone kawałki. Jak to się uda wykorzystać, zależy od nas samych. Staramy się nie zmarnować szansy i wykorzystać swoje wieloletnie doświadczenie tak zawodowe, jak i życiowe.

KP: Miałaś kontakt z autorem?

AJ: Tak, przez tłumaczkę, Agnieszkę Piotrowską. Podczas rozczytywania tekstu pojawiły się pytania o drobiazgi, ale jednak chcieliśmy wiedzieć czy słusznie się czepiamy, na przykład – Jacek zwrócił uwagę na wyrażenie” pierwsza noc poślubna”, a co jest druga ? Tłumaczka odpisała, że taka jest poetyka Wyrypajewa. Ok. Pytałam też o końcówkę, bo tam pojawiło się słowo, które wydawało się błędem, no ale dziwnym przecież, bo czy możliwym… Otrzymaliśmy odpowiedz od samego autora: „zostawiam to waszym poszukiwaniom:)”, z tym uśmiechem na końcu. Odczułam to jako sympatię, ale i wyzwanie.

KP: Wyrypajew będzie na premierze?

AJ: Na premierze nie będzie choć wiem, że się wybierał razem z tłumaczką, której też nie będzie. Samo życie, autor ma zobowiązania w Moskwie, wiadomo. Czuję, że do spotkania dojdzie kiedyś tam, mam taką nadzieję, byłabym zaszczycona.

KP: Grasz w spektaklu, ale występujesz też w roli reżysera i scenografa, nie po raz pierwszy zresztą… Jak traktujesz tę rolę? Jest ona dla Ciebie przedłużeniem aktorstwa?

AJ: Wszystkim naraz jeszcze nie byłam i gdyby nie wyjątkowe okoliczności, sama bym na to nie wpadła, mając pojęcie jak absorbująca jest każda z tych funkcji z osobna. Trud rekompensuje mi satysfakcja, której doświadczam w każdej chwili tej pracy, na każdym polu. W teatrze najważniejszy jest aktor, reszta ma nie przeszkadzać, wzmacniać, dodawać, tak czynię. Słucham, przyglądam się, daję czas na objawienia. Ufam intuicji.

Próba do spektaklu "Letnie osy...", od lewej: Jacek Piątkowski, Anna Januszewska, Grzegorz Młudzik, fot. Natasza Młudzik

Próba do spektaklu „Letnie osy…” w Teatrze Małym, od lewej: Jacek Piątkowski, Anna Januszewska, Grzegorz Młudzik, fot. Natasza Młudzik

KP: Jak pracuje się z Jackiem Piątkowskim i Grzegorzem Młudzikiem?

AJ: Bardzo dobrze. Przez te wszystkie lata zdążyliśmy się siebie nawzajem nauczyć, w mig rozpoznawać sygnały. To ułatwia pracę, a ponieważ w tym składzie nikt nic nie musiał, i nadal nie musi, „samo się pasie”. Z tym wszystkim, co się nie udaje i z tym, co nie każdemu pasuje, co wkurza i co jest beznadziejne. Wszystko się przydało, choćby po to, żeby wiedzieć, czego nie chcemy. Nie przestałam być sobą, ale usytuowana w podwójnej roli, nabrałam szacunku do indywidualnych temperamentów, do tego, co jako koleżankę zawsze mnie irytowało i bywałam zniecierpliwiona (o Boże!).

KP: „Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie” to komedia. Na czym polega jej komediowość?

AJ: Komediowość polega na tym, że nie wiadomo, kto zwariował. I na tym, że osy kąsają nas nawet w listopadzie.

KP: Jeśli mówimy o komediowości i dowcipie – świetny jest wasz plakat do przedstawienia!

AJ: Plakat jest dokładnie taki jakim miał być. To efekt połączenia dobrego pomysłu z zawodowymi umiejętnościami. Zaprosiłam Nataszę do współpracy, bo ona myśli i czuje w sposób, który mi odpowiada, a dodatkowo ma to coś, co czyni z niej artystkę fotografa – co właśnie widać na plakacie. Myślę, że plakat jest skuteczny, bo wszyscy się uśmiechają jak go widzą.

KP: Trzymam kciuki za premierę i dziękuję za rozmowę.

AJ: Dziękuję.

osa7.08-3 033Anna Januszewska – aktorka Teatru Współczesnego w Szczecinie, wiele stworzonych przez nią kreacji aktorskich zapisało się w historii najnowszego polskiego teatru. Grała także w produkcjach filmowych i telewizyjnych, tworzyła scenografię i kostiumy oraz współreżyserowała kameralne spektakle teatralne. Jest wielokrotną laureatką plebiscytów publiczności na ulubioną aktorkę szczecińskich scen, laureatką Nagrody Artystycznej Miasta Szczecina oraz Srebrnego Medalu Gloria Artis-Zasłużony Kulturze.

Gra role kobiet silnych, osobowości, którym nadaje własny, mocny charakter. Już jedna z jej pierwszych kreacji, stworzona jeszcze w teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu – Pani Wdzięczny Strumyk, przyniosła jej nagrodę na Festiwalu Polski Północnej w Toruniu. Na początku lat 80., krótko po pojawieniu się w zespole teatru szczecińskiego, stała się najbardziej utytułowaną i najpopularniejszą aktorką Szczecina.

Doskonałe role stworzyła w teatrze Anny Augustynowicz: Królowa Małgorzata w „Iwonie, księżniczce Burgunda” (główna nagroda aktorska na festiwalu Klasyka Polska w Opolu), Pani Kovacic w spektaklu „Moja wątroba jest bez sensu albo zagłada ludu”, Dulska w „Moralności pani Dulskiej” (spektakl nie schodził z afisza przez ponad 10 lat!), pani Róża w „Oskarze i pani Róży” (spektakl w repertuarze teatru od roku 2004), Meredith Guest w „Getsemani” (Grand Prix 50. Kaliskich Spotkań Teatralnych, główna nagroda aktorska na X Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona” w Zabrzu).

Anna Januszewska znana jest także z szeregu kameralnych, intymnych spektakli stworzonych we współpracy z mężem, Grzegorzem Młudzikiem, na scenie Teatru Krypta: „Gabloty”, „Związek otwarty”, „Kantata na cztery skrzydła” (grany pod szyldem Teatru Kobra wraz z synem, Grzegorzem Młudzikiem jr.) oraz monodramu „Anioł na mojej drodze”. Tworzyła kostiumy i scenografię do spektakli „Komora celna” i „Dwa oblicza” granych na scenach szczecińskich, m.in. we współpracy z Teatrem-3 Polskiego Związku Głuchych. Jest kuratorką Sali Strumiańskiej na Uniwersytecie Szczecińskim poświęconej Joannie Kulmowej i sceniczną interpretatorką jej poezji, czego uczy również młodych adeptów teatru. „Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie” to pierwszy spektakl na scenie Teatru Współczesnego w Szczecinie ukazujący aktorkę także w roli reżysera i scenografa.