Na tego… BĘC! [recenzja]

"Dziecko", na pierwszym planie: Ewa Sobczak i Michał Lewandowski, na drugim planie: Przemysław Walich, fot. P. Nykowski

„Dziecko”, na pierwszym planie: Ewa Sobczak i Michał Lewandowski, na drugim planie: Przemysław Walich, fot. P. Nykowski

W życiu traktujemy się nawzajem pewnymi standardami. Ile w nich słuszności, a ile są odrealnione – trudno osądzić. Bywają jednak dziedziny, w których to my sami powinniśmy decydować o tym, co najlepsze. Dać coś, co sami chcemy ofiarować, odpowiedzieć tak, jak sami myślimy. Czy to możliwe? O spektaklu „Dziecko” pisze Ola Kądziołka.

Kołem się toczy

Tak wypadło. Tak może miało być. Tak chciał los, może Bóg, nie wie tego nikt. Ale padło na nich. Nie zrodzą potomka. Ich dziecko nie będzie przypominać ich rysów twarzy, nie będzie mieć ich koloru oczu, uśmiechu, spojrzenia.

Marta i Marek nikomu nie zawinili. Nie noszą też na sobie grzechu zeszłych pokoleń, rodzinnych zmaz i problemów wyniesionych z familijnych czterech ścian. Mimo tego trafili na drogę wysłaną nieodpowiednimi ludźmi, ankietami bez dobrych odpowiedzi, nieodłączną negacją. A im dalej nią idą, tym bardziej gubią samych siebie.

A ile kosztuje teraz dziecko? Czyżby zdanie kilku testów i przebrnięcie przez miesięczne kursy, pozornie traktowane za ciekawe i pełne życiowych treści – wystarczą? Może tą ceną jest upozorowanie kogoś, kim się nie jest? Zmiana własnych poglądów i opinii budowanych od lat? Ślub taki a taki, relacja taka a taka, pytanie takie a takie. To jak dyktando pełne pułapek, haczyków, na które tak niesamowicie prosto trafić.

Nasze życie jest tylko marną grą. Grą roześmianych pionków, dla których kręci się Kołem Fortuny. Czym kierują się przy dawno już ściśle określonych odpowiedziach? Nieistotne, ważne, że nagroda czeka.

Panie spod kreski

Odpowiedni ludzie. W odpowiednim czasie. Terapeutki. Panie w zielonych garsonkach, które pozornie dają przypisaną nadzieję. Pracują, bo kochają. I z tej nieokiełznanej miłości chcą dla wszystkich jak najlepiej – dla dzieci z zakątków świata, dla rodziców z przeróżnymi ambicjami. Zrównują wszystkich do jednej linii, bo tak łatwiej później pracować – z takimi samymi, wyimaginowanymi ideałami.

Emanują swoim żalem do świata. Niepogodzone z przeszłością. Niosą bóle z lat dziecinnych. Miały robić karierę, jak koleżanki z licealnej klasy, które znalazły się wyżej na listach. A one? Nieudolnie wyciągają pomocną dłoń, wbijając przy tym nóż w serce.
A gdy nikt nie patrzy… Cichaczem przekręcają Koło i dyktują inne warunki do zwycięstwa. A nagroda warta świeczki – trofeum leży już w kołysce i płacze za przyszłą mamą.

Te wszystkie zepsute pralki

Traci się czas na konieczności wyzbyte po latach z uczucia. Opuszczone, zmęczone ramiona nie obejmą jak dawniej. Na wszystko jeszcze kiedyś znajdzie się czas – tak myślą. I żałują potem tych wszystkich nienaprawionych pralek, minionych okazji, błędnych priorytetów. Czasu, który uciekł i śladu po nim nie widać. Zdjęcia wciąż są tylko zdjęciami. Wspomnienia jedynie kalką rzeczywistości. Tęsknota zaledwie nieodwzajemnionym żalem. Życie – tylko chwilką.

Kochajmy się – na zaś. Za wczoraj i za jutro. Za dziś. Wzruszonym spojrzeniem zerknijmy na gracza obok. Może podzieli się nagrodą. A może zakochani utoniecie we wspólnym nieszczęściu.

14055045_826593484144206_2411404554049125427_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Ola Kądziołka