Moja bohaterka już we mnie pomieszkuje

Anna Januszewska w "Pięknym widoku" w reż. Bogdana Cioska, fot. B. Sowa

Anna Januszewska w „Pięknym widoku” w reż. Bogdana Cioska, fot. B. Sowa, zdjęcie z próby

„Spektakl jest o miłości, o tym, że najprościej było by po prostu kochać, ale to właśnie  jest najtrudniejsze” – mówi Anna Januszewska, która gra jedną z głównych ról w spektaklu „Piękny widok” Sławomira Mrożka w reż. Bogdana Cioska.

Kamila Paradowska: Zacznę od niespodzianki. Na nasze spotkanie przyniosłam archiwalne zdjęcia z „Caliguli” w reż. Bogdana Cioska ze scenografią Andrzeja Witkowskiego. Spektakl z roku 1983, w którym grałaś rolę Caesonii, Twoje pierwsze spotkanie z reżyserem i scenografem, z którym dziś przygotowujecie „Piękny widok”…

Anna Januszewska: (Przeglądając  zdjęcia z uśmiechem) Rzeczywiście, miła  niespodzianka. Nie znałam tych zdjęć, mam tylko dwa. Przypominam sobie  te  wszystkie sytuacje, tamten czas. Monumentalna scenografia, kostiumy z epoki, chór to chór (miałam nawet kamerton, którym podawałam ton), niewolnice  roznegliżowane (kupa śmiechu), kielichy z winem. Chyba graliśmy bez skreśleń,  Bogdan miał dużo szacunku dla autora i w ogóle wobec teatru. Praca z tak dużym  zespołem była wyzwaniem dla debiutującego tym spektaklem reżysera, łatwo nie  miał, ale nam się udało dogadać z bardzo dobrym skutkiem. Andrzej zaprojektował  dla mnie przepiękny kostium, wyglądałam zjawiskowo, do tego sztuczne rzęsy –  robiłam wrażenie. Obustronny zachwyt był początkiem naszej sympatii.

img720

Anna Januszewska jako Caesonia w scenie zbiorowej z „Caliguli” w reż. Bogdana Cioska, fot. J. Fijałkowski

 

Spotkaliście się pomiędzy tymi trzydziestoma latami, które upłynęły od premiery „Caliguli”?

Spotkaliśmy się chyba dwa lata temu w Zabrzu na festiwalu i Bogdan, będąc w kapitule, przyznał mi nagrodę za rolę Meredith w „Getsemani”’. Pięknie też opowiedział mi o mnie, ilość pochlebnych słów zrobiła na mnie wrażenie, ale też  wydała  się  podejrzana… Do dziś, bo teraz, gdy razem pracujemy, doświadczam  tego umiłowania. Bogdan bezbłędnie mnie rozczytuje, każdą myśl, nawet cień myśli.. Jestem  pod  wrażeniem. Komfortowa  sytuacja. „Czuję  się  aniołem”, że zacytuję  swoją kwestię z tej sztuki.

Jakie była Twoja reakcja na tekst Mrożka? Kiedy przeczytałaś dramat po raz pierwszy, wiedziałaś, że chcesz w tym zagrać?

Mrożek w pierwszym czytaniu miał postawiony kołnierz niczym tajemniczy  nieznajomy i nie dojrzałam wyrazu jego twarzy, ale coś mi się spodobało.  Rozczytanie przyniosło odkrycie, dostrzegłam w nim spryt i dowcip, dziękuję mu za  to. Mam duże pole do popisu.

Twoja bohaterka – Ona, w pewnym momencie staje się Mary-Lou, tak zostaje nazwana i nagle, przynajmniej w warstwie tekstu, przybiera nową tożsamość. Jest w tym tekście zresztą znacznie więcej tajemnic. Mamy historię sensacyjną, szpiegowską, a z drugiej strony – uwodzenie i namiętność między kobietą a mężczyzną. O czym dla Ciebie jest ten spektakl?

Spektakl jest o miłości, o tym, że najprościej było by po prostu kochać, ale to właśnie  jest najtrudniejsze. Robienie min, śmieszne i tragiczne zarazem, może stanowić  większe zagrożenie niż wojna. Moja bohaterka jest bardzo dzielna. Już we mnie  pomieszkuje i chwilowo jest to dość bolesne. Przyjęcie nowego imienia traktuję jako podjęcie wyzwania do dalszej gry o życie. Nie obowiązują tu prawa logiki, raczej emocjonalna prawda skutku i przyczyny. Jestem Bykiem. Wątek szpiegowski pominiemy celowo, tajemnica musi być.

Chciałam zapytać jeszcze o spektakle, w których możemy Cię oglądać, poza „Pięknym widokiem”. Pod koniec maja grasz w „Oskarze i pani Róży”. To spektakl, który niemal zrósł się z Tobą – gracie go z Wojtkiem Brzezińskim od 2004 roku. Czy reakcja publiczności na to przedstawienie nadal jest tak żywiołowa jak na początku? Jak Wy, grając tyle lat razem, czujecie się na scenie?

To jest przedstawienie, o którym zgodnie twierdzimy z Wojtkiem, że nie chcemy  przestać go grać. Zawsze jest cudownie, zawsze mamy poczucie spełniania misji, wzruszenie widowni jest wpisane w partyturę i zjawia się za każdym razem we  właściwym miejscu. To się nie zmienia, my się zmieniamy, przybywa nam doświadczeń i lat, ale ciągle tak samo jesteśmy ciocią Różą i Oskarem. Użyteczność  tego spektaklu czyni zeń ewenement. A z nas też kogoś więcej…

W czerwcu wraca też przedstawienie z początku sezonu – „Tauryda. Apartado 679” Antoniny Grzegorzewskiej. Dla widzów jest ono niesamowitym przeżyciem sensualnym – pełne barw, dźwięków, zapachów… Jest taka scena, w której jako Rosa przechodzisz między rzędami i nadziewasz na wachlarze pomarańcze. Czy zmysłowość spektaklu buduje też świat dla aktora?

„Tauryda…” jest wyjątkowa tak, jak wyjątkowa jest Tonia, którą kocham od dawna. Zjawiskowość użytych przez nią kolorów i zapachów działa mocno na wszystkich,  na mnie także. Mogę powiedzieć, że dobrze mi jest z pomarańczami…

Czego mogę Ci życzyć przed premierą spektaklu „Piękny widok”? Otwartej, chętnej na ten teatr publiczności?

To jest bardzo dobre życzenie, bo… reszta się sama zrobi (śmiech).

PLAKAT_TW_PIEKNYWIDOK copy