Misja: adopcja [RECENZJA]

Magdalena Myszkiewicz w monodramie "Wieża z klocków", fot. P. Nykowski

Magdalena Myszkiewicz w monodramie „Wieża z klocków”, fot. P. Nykowski

W czym tkwi siła teatralnej opowieści o adopcji, opartej na autentycznych doświadczeniach autorki – Katarzyny Kotowskiej? – o spektaklu ,, Wieża z klocków ” w reż. Arkadiusza Buszki pisze Katarzyna Knyszyńska.

Widmo adopcji

Wybór dziecka, selekcja urzędnicza, formalności, pogoń za miłością, ciągłe oczekiwanie, lęk i czas. Wokół tych pojęć kręci się proces adopcji dziecka. Czy istnieje możliwość pominięcia któregoś z nich? Czy adopcja to temat tabu, którego powinniśmy się wstydzić?

 Problemy z zajściem w ciążę, niemoc sprawcza w wydaniu na świat swojego potomka stają się bolesne.

Chęć stania się rodzicem jest coraz większa. Czy niepłodność to wyrok, ostateczna diagnoza? Czy naprawdę nie ma innego wyjścia? Podjęcie trudnej decyzji niesie ze sobą wiele pytań i wątpliwości. Pragnienie posiadania potomstwa prowadzi pod dom dziecka. Z tymi wszystkimi dylematami zmaga się bohaterka spektaklu „Wieża z klocków”. Czy, mimo problemów – odniesie sukces?


Cud narodzin

Spektakl rozgrywa się w otwartym sześcianie, który ewidentnie kieruje widza na czytelną interpretację: dom. Akcja toczy się zatem w domu – otwartym, do którego widz może zajrzeć, ale i z wyraźnie wyznaczonymi granicami, stanowiąc rodzaj świata wewnętrznego bohaterki. Na scenie panuje minimalizm, jedynymi rekwizytami są drewniane, kwadratowe klocki różnej wielkości. Ograniczenie scenografii do minimum kontrastuje z ekspresją aktorki.

Magdalena Myszkiewicz jest wyrazista, silna, gromadzi się w niej wiele emocji, jest jej pełno na scenie. Podjęła trudną decyzję, ale jest kobietą dojrzałą, wie czego chce. Mimo, że każdy dzień z nową osobą pod jednym dachem nie należy do najłatwiejszych, nie poddaje się. Przygotowania do rodzicielstwa, przeżywanie mentalnej ciąży (charakterystyczne ruchy klocków na wysokości brzucha), stek urzędniczych formalności nie zniechęciły jej do zostania matką adopcyjną.

„Nie rozpoznałam Cię synku…”

Opowieść koncentruje się na relacji matka-dziecko. Dziecko adoptowane, z trudną przeszłością: czy tak wyglądały wcześniejsze wyobrażenia o cudownym macierzyństwie? Dwuletni chłopiec – Piotruś – nosi bagaż doświadczeń, z którymi muszą zmierzyć się jego przyszli rodzice. Życie kobiety staje się prawdziwą rewolucją… i ta zostaje perfekcyjnie oddana na scenie. Kobieta jest zdeterminowana, zakasuje rękawy, przesuwa klocki po scenie. Układa je w różnych kombinacjach, robi to z impetem godnym budowniczego świata, nowego świata, nowej rodziny. Widać w niej pełne zaangażowanie, oddanie.

Klocki wydają się być jak problemy dnia codziennego, którym trzeba stawić czoła. Bohaterka wie, że przestawienie, zmiana jest możliwa. Stara się, podnosi, przesuwa, przestawia, układa. Daje z siebie maksimum możliwości, aby zmienić nawyki Piotrka nabyte w domu dziecka, a jednocześnie musi z nimi żyć. Nie widać w niej zawahania, próbuje pokonać bariery i pokazać mu prawdziwą miłość. Piotruś pragnie być kochanym. Bliskość wywołuje w nim agresję, choć bardzo chce być w centrum uczucia i zainteresowania. Kobieta tworzy wieżę z klocków, która przewyższa ją samą. Wieża jest stabilna, nie przewraca się. Dołożyła wszelkich starań, aby się nie rozpadła, wspięła się na wyżyny, udało jej się.

Matka – ster

Jednym z ciekawszych elementów spektaklu jest pojawienie się drewnianej lalki. Aktorka kieruje ruchami postaci, dba o nią, troszczy się, wykazuje należytą staranność w opiece nad nią. Lalka w zetknięciu z kobietą ulega ożywieniu. W ten sposób widz nie jest już sam na sam z jedną bohaterką. Pojawia się trzeci uczestnik sztuki, który nosi metaforyczny status dziecka.

Kobieta, matka w każdym ruchu sprawia, że życie dziecka jest w dobrych rękach – chce skierować podopiecznego na drogę wspólnego zaufania i przywiązania. Sterując lalką, nadaje jej życie i sens istnienia. Lalka – mały chłopiec – zawdzięcza mamie swoje istnienie. Bez niej byłby zwykłą lalką, nikomu niepotrzebną, zapomnianą, zupełnie tak, jak niegdyś w domu dziecka.

Wzruszający, skłaniający do przemyśleń spektakl ,,Wieża z klocków” wyreżyserowany przez Arkadiusza Buszkę to historia krętej drogi do adopcyjnego rodzicielstwa. Siłą opowieści jest niewątpliwie świetna gra aktorska Magdaleny Myszkiewicz, która wcieliła się w rolę silnej i odważnej kobiety. ,,Wieża z klocków” to świadectwo wielkiej miłości, które powinien zobaczyć każdy.

10362360_704273719626484_1188761904208839090_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Katarzyna Knyszyńska