Łowienie much w rozbitym świecie [recenzja]

Katarzyna Szyngiera i Maciej Litkowski w czasie warsztatów do projektu "Świadkowie-konfrontacja", fo. P. Nykowski

Reżyserka Katarzyna Szyngiera i aktor Maciej Litkowski w czasie warsztatów do projektu „Świadkowie-konfrontacja”, fo. P. Nykowski

Oto tytułowi świadkowie: Kobieta, Mężczyzna, Drugi, Trzeci. Nie znamy ich imion, a przynajmniej nie z tekstu sztuki. Są świadkami tego, co dzieje się wokół. Obserwują, a nie działają. Są unieruchomieni. Nie pętają ich włąsne więzy, lecz przyzwyczajenie. Twierdzą, że do wszystkiego można przywyknąć, do odstręczających woni, widoku trupów, ciasnoty… do własnego nieistnienia. Czy nie brzmi to znajomo? 

O spektaklu „Świadkowie albo Nasza mała stabilizacja” i finale projektu „Świadkowie-konfrontacja” pisze Katarzyna Kowalewska. 

Jaskrawożółte światło nocy

Kąt nachylenia na setnym kilometrze równi pochyłej przestaje być dostrzegalny. Można się do niego przyzwyczaić, zwłaszcza gdy odłoży się w kąt poziomicę. Tekst Różewicza tę poziomicę przywraca i wzorcuje. Demaskuje pozorność stabilizacji i niebezpieczną prędkość nabieraną podczas staczania się. W jednej ze scen Kobieta opowiada o tym, jak zapobiegliwie poradziła sobie z chwiejącym się stołem. Pod krótszą nogę podłożyła „Zmierzch zachodu”. „To już nieaktualne” – wyjaśnia dobór lektury, zdegradowanej do roli prozaicznej podpórki. Chyba ma rację, bowiem trudno już mówić o zmierzchu. Nastała noc. Na pierwszy rzut oka mroku jednak nie widać, bowiem rozświetla go sztuczny blask intensywnej żółci, połysk białych zębów wyeksponowanych w nienaturalnie szerokim uśmiechu, który nie ma nic wspólnego ze szczęściem.
Namiastką słońca jest okno, obecne w zamkniętej przestrzeni więżącej bohaterów; atrapa marzeń. Można przez nią wyglądać, ale nie można się zbliżyć do tego, co za nią. Świadkowie też wcale tego nie pragną. Wygodniej im z pasją wypatrywać much na szybie i łapać je do butelki. Łowcy much są najwidoczniej tak tym zajęci, że nie dostrzegają własnej absurdalności ani tego, iż ich profesja obecna jest w polskiej frazeologii jako marnowanie czasu.

"Świadkowie albo Nasza mała stabilizacja", Arkadiusz Buszko, Magdalena Wrani-Stachowska, Wojciech Sandach, fot. P. Nykowski

„Świadkowie albo Nasza mała stabilizacja”, Arkadiusz Buszko, Magdalena Wrani-Stachowska, Wojciech Sandach, fot. P. Nykowski

Krawat czy obroża?

Bohaterowie sami wiążą sobie symboliczne krawaty, których nie widać. Nie są one oznaką elegancji. W rzeczywistości działają one niczym obroże, upodlające i uzwierzęcające. Do dwojga rozmawiających mężczyzn przysuwa się jakiś nieokreślony kształt. Ma oczy, usta, szyję z zawiązanym krawatem. Rozmawiający bohaterowie nazywają go psem. „Znów się czołga. Upadł. Leży. Leży we własnym łajnie”. Owo brutalne uzwierzęcenie człowieka, upodlenie epatujące swoją dosłownością to jedna ze scen, która najsilniej przemówiła do mnie w całym dramacie. A to wszystko w otoczce sterylnej, żółtej przestrzeni, która wciąga w siebie bohaterów. Stroje i peruki dopasowane do tła zdarzeń czynią z postaci kameleony, wtapiające się w otoczenie, niewidoczne. Ale czy na pewno bezpieczne? Zamiana życia na wegetację nie likwiduje strachu przed utratą tego „coś niecoś”, pustki w jaskrawożółtej, ananasowej otoczce.
Każdy z bohaterów tym samym nosi cechy psa, przyzwyczajonego do swojej niewoli. Fizyczne pęta łańcucha są już niepotrzebne. Uwięziona jednostka zapomniała, iż może się ruszyć. Przywykła do bezruchu. Co najsmutniejsze, zdaje się nie mieć nawet Godota, na którego by mogła wyczekiwać.

Prawie (!!!) bohaterstwo

„Nie nudzi ci się?” – pyta jeden z bohaterów. „Muszę się pilnować” – słyszy odpowiedź. Utrzymanie chimerycznej stabilizacji to wysiłek niezwykle żmudny, wręcz syzyfowy. Motywuje do niego strach przed zmianą, przed utratą tego, co wywalczone ciężką pracą, nadgodzinami, niedosypianymi nocami, wyrzeczeniami. Ta pozorna stabilizacja napędza samą siebie, bowiem rezygnacja z niej oznacza przyznanie, iż cały dotychczasowy wysiłek był próżny. Świadkowie-Syzyfowie zatrzymali się w połowie drogi, podtrzymując ciężką skałę. Nie mają nadziei ani na sukces, ani na porażkę, ale ich siły się wyczerpują. Ręce ich bolą, pozycja się nie zmienia, nuda sięga apogeum, a oni staczają się razem z kamieniem.

Katarzyna Szyngiera, po przygotowaniu dwóch młodzieżowych spektakli, będących performatywną odpowiedzią na „Świadków”, powiedziała, że najbardziej zaskoczyło ją we współpracy z grupą polską oraz austriacką jednakowe odczytanie tekstu Różewicza. Przywiązanie do tego, co materialne, poczucie ciasnoty świata, uwięzienia, przyciągnęło uwagę uczestników warsztatów. Szukali ich źródeł w zjawiskach współczesności. Zagubienie w kulturze masowej, w kiczu, w sieciach telefonów komórkowych to elementy wykorzystane w przedstawieniu grupy polskiej oraz austriackiej. Zanik miłości, nieumiejętność jej wyrażania, a w końcowym efekcie i odczuwania, to kolejne motywy, które przyciągnęły uwagę młodych ludzi. W ich konfrontacji z Różewiczem nie było sprzeciwu, polemiki czy deklarowania woli walki o stworzenie lepszej rzeczywistości. Jedna po drugiej, wszystkie osoby grające w spektaklu przyznały, co jest ich małą stabilizacją, z której nie potrafią zrezygnować.

Warsztaty do spektaklu, fot. P. Nykowski

Warsztaty do spektaklu w ramach projektu „Świadkowie-konfrontacja”, fot. P. Nykowski

Połów absurdu

Wydaje się, że sztuka buduje nowe, coraz bardziej przygnębiające sensy. Maciej Litkowski, drugi z opiekunów grup młodzieży, przyznał, iż trudno mu było zrozumieć niefrasobliwość młodzieży w stosunku do określania miejsca, w jakim dzieją się poszczególne sceny. Przestrzeń to przecież w teatrze element, z którym współpracują aktorzy. Zarówno jej aspekt fizyczny, jak i symboliczny, ma ogromne znaczenie. Zdaniem Macieja Litkowskiego młodzi ludzie nie czują potrzeby lokalizacji miejsca akcji, ponieważ ch pokolenie (będące także moim pokoleniem) cały czas funkcjonuje w przestrzeniach wirtualnych (takich jak fora internetowe czy portale społecznościowe). Te zaś nie mają sprecyzowanej formy ani ograniczeń charakterystycznych dla miejsc materialnych. Ich możliwości reprezentacyjne są dużo szersze.

Dzięki wirtualności nawet pojęcia sprzeczne mogą koegzystować – w młodych osobach jest zatem wrażliwość na absurd, poczucie odrealnienia pewnych przestrzeni. Groteskowość nie jest żadnym zaskoczeniem, wręcz przeciwnie, staje się coraz oczywistszym elementem rzeczywistości. W ten sposób sztuka Różewicza jeszcze głębiej zakorzenia się wśród nas. Absurd zaczyna wpisywać się w codzienność. Warto go wyłapywać, pamiętając, że czynność ta nie może iść w parze z łowieniem much. Gdy dostrzegamy wady własnego zamknięcia i nie koncentrując się wyłącznie na tym, co na szybie, bliżej jest do sięgnięcia po to, co za oknem.

13394210_834803686664007_9074708585471046990_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Katarzyna Kowalewska

 

rep_pazdztw_str2