Kto odpowie? [RECENZJA]

Wojciech Sandach jako Józek w "Skoczni w Jerozolimie, fot. P. Nykowski

Wojciech Sandach jako Józek w „Skoczni w Jerozolimie, fot. P. Nykowski

W temacie śmierci było już wszystko i nic. Czego nie było? Odpowiedzi? A pytań rzeki. O spektaklu „Skocznia w Jerozolimie” w reż. Pawła Kamzy pisze Ola Kądziołka.

W temacie śmierci było już wszystko i nic. Byli myśliciele, było ad fontes, były rozprawy, były i modlitwy. Czego nie było? Odpowiedzi? A pytań rzeki. Jak dobrnąć do swojej Ziemi Obiecanej? Na który pociąg kupić bilet? Za którym zakolem Hadesu wstać z łodzi? Za zdradę, za nieposłuszeństwo, za jakie grzechy tam i w które Tam trafię? Czy ubiorą mnie w grube pończochy, zakopią pod ziemią? A czy palec boski mnie wyretuszuje? Skaczą duchy w Jerozolimie. I jak lecą – patrzą, kto się ugnie w drodze na skocznię pod ciężarem nart.

W marcu Jerozolima tak nie pachnie

Może to prezent, może to pułapka. Józek wpadł po uszy. Seria niefortunnych zdarzeń – ale czy faktycznie takich niefortunnych? Pewnie kiedyś dotrze na Górę Oliwną, zdąży dokończyć wykładanie lekcji o zmartwychwstaniu. Ale rośnie ten ucisk, pytania mu ciążą. Chce wyrzucić z kieszeni te podarki od starych znajomych. Absurd zatruwa mu umysł, trzęsą się obłąkane dłonie.

Kto jeszcze wierzy w Zmartwychwstanie? Ten tego tam po śmierci? Rodzice zmarłych dzieci, całowane niegdyś usta, podmioty miłosnych rozterek. Zdrajcy, upadłe anioły, pochłonięci przez wir zdarzeń. Potakujące głowy, głodni przechodnie, nienasyceni ulicami. No kto?

Wezuwiusz milczy

Cisza z obłoków, grzmoty i błyskawice nie niosą za sobą żadnych wieści. Rzucane o ściany pytania odbijają się czkawką. Pchają kolejne, a złośliwe jakby echo dopowiada znaki zapytania. Może wcale nie milczą? Świat sobie chcesz ułożyć po swojemu. Toczysz dom po drewnianych deskach, hałasując przy tym niemiłosiernie. Łudź się dalej, oj łudź, biedaku, że w tym zgiełku usłyszysz jeszcze łabędzi śpiew prawych.

Beczki bez dna

Młodzi bogowie, starcy o wielkich mocach. Niezwyciężeni, niepoddani. Szczerym uśmiechem powalają na kolana. Razi po oczach blask aureoli. Anioły z szarych ulic same sobie podcięły skrzydła. Tą pewnością, że koniec im nie grozi, a przyszłość gotuje im spoczynek na szczycie Olimpu. Komu po drodze jest Jerozolima? Przemytnikom – czego? Wyznawcom – kogo? Omija się tamte okolice, jeszcze przywiezie się przez przypadek jakieś przykre przemyślenia.

Osobiście. Przeklęty lub błogosławiony

Za co sama kocham teatr? Za pytania. Co naturalne, często parują się one z odpowiedziami, to wcale nie sprawia, że są lepsze od samotnie błądzących i czających się na podatny grunt ludzkiego serca. Zaciągają w labirynty i mącą w głowach.
Wstałam i na chwiejnych nogach ruszyłam ku zejściu. Weszłam na deski, które stały się dla kogoś Niebem. Które były komuś prologiem drugiego życia. Testamentem. Marzeniem dziecka. Życiem wiecznym, które już się mu zaczęło. Rozczarowaniem pociągającym w dół. Dnem beczki. Grobem potomka. Wyzwoleniem. Albo zwykłą kontynuacją czynności bez wyrazu i przekonań.

14055045_826593484144206_2411404554049125427_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Ola Kądziołka