Czy jesteś post-turystą? [„Bzik…” / KONTEKSTY]

Francuska rodzina na wycieczce w Egipice, 1911 rok

Francuska rodzina na wycieczce w Egipice, 1911 rok, fot. archiwum


Backpacker, zwolennik poorismu, wielbiciel wycieczek all inclusive – jak się okazuje być turystą wcale nie jest tak łatwo, a na spragnionych wypoczynku czeka cała masa szufladek z odpowiednią etykietką. Co w ogóle w dzisiejszych czasach znaczy – być turystą? I jak to wszystko się zaczęło? [Artykuł kontekstowy do spektaklu „Bzik. Ostatnia minuta”].

Turystyka – wcale nie „od zawsze”

Prekursorzy dzisiejszych turystów to elita siedemnasto- i osiemnastowiecznej europejskiej arystokracji, uczestnicy wypraw nazywanych „Grand Tour”. Młodzi szlachcice i intelektualiści wyruszali w świat aby poszerzyć horyzonty, wyrobić gust i nauczyć się manier. Początkowo celem podróży były obfitujące w zabytki miasta włoskie – Rzym, Florencja czy Padwa, później także Paryż, Wersal, Lyon i szwajcarska Genewa. Z czasem monumentalne zabytki zeszły na dalszy plan – podróżowano by podejrzeć jak rozwija się lokalny przemysł i rolnictwo (zwykle do Anglii i Holandii), później także do Berlina, Wiednia, Weimaru, Lipska czy Getyngi. Arystokraci poznawali języki, kulturę, sztukę i śmietankę towarzyską kontynentu, brali lekcje jeździectwa czy szermierki, nabywali ogłady i znajomości.

Edukacyjna podróż nie byłaby możliwa bez rewolucji przemysłowej i zdobyczy cywilizacji – kolei. Ten popularny do dziś środek transportu zainspirował Thomasa Cooka, baptyjskiego misjonarza i wiktoriańskiego moralistę nazywanego ojcem nowoczesnej turystyki masowej, do zorganizowania pierwszej grupowej wycieczki. Thomas Cook był zdecydowanym przeciwnikiem używek i to właśnie w trakcie spotkania Stowarzyszenia Trzeźwości wpadł na pomysł zorganizowania turystycznej wyprawy na skalę masową. W lipcu 1841 roku zainicjował podróż pociągiem z Leicester do oddalonego o 12 mil Loughborough. Wycieczka kosztowała tylko szylinga, a uczestnicy (a było ich aż 570!) otrzymali bilet na miejsce stojące w trzeciej klasie oraz… kanapkę z szynką i filiżankę herbaty.

Nowatorska idea Cooka przyniosła ogromny sukces i stała się popularna, a sam Cook przez kilka kolejnych lat hobbystycznie urządzał regularne wycieczki po Szkocji, Walii i Irlandii. Cook nie tylko był inicjatorem wycieczek, ale także pierwszym turystycznym agentem, sprzedawcą, autorem ulotek i przewodników, całej kampanii reklamującej swoje biuro podróży, a także – przede wszystkim – towarzyszem podróży.

Rozrywka klasy średniej

Prekursor turystyki masowej wkrótce rozszerzył ofertę sprzedając bilety na dalekie zagraniczne wojaże – do Calais, Kolonii czy Egiptu, a najbogatsi klienci mogli wyruszyć także w podróż do USA. Zorganizował także pierwszą wycieczkę „212 dni dookoła świata” – parowcem przez Atlantyk, dyliżansem przez Amerykę, a także koleją i samochodem przez Chiny i Indie. W 1861 roku zarejestrował firmę Thomas Cook & Son – dziś Thomas Cook UK & Ireland, która jest prężnie rozwijającą się korporacją, będącą częścią wielkiego turystycznego biznesu wartego w Wielkiej Brytanii dziesiątki miliardów funtów rocznie, zatrudniającą blisko 20 tys. ludzi, posiadającą linie lotnicze i własny kanał telewizyjny. Ciekawe co wielki moralista, zwolennik umiaru i abstynencji na to, że zapoczątkował turystykę na skalę masową – niewykluczone, że przewraca się teraz w grobie…

Niemniej jednak to Cook uświadomił klasie średniej, że wycieczki to doskonały pomysł na spożytkowanie wolnego czasu. Dziś najchętniej podróżujemy do USA, Hiszpanii, Francji i Włoch, a najwięcej na zagraniczne wakacje wydają Niemcy, Amerykanie, Chińczycy i Anglicy. Turystyka to najprężniej rozwijająca się gałąź przemysłu, stale wzrasta liczba przemieszczających się osób, a statystyki rosną. Z każdej strony zasypywani jesteśmy ofertami tanich linii lotniczych („wakacyjny weekend na Sycylii już od 228 zł!”, „gorące Algarve bezpośrednio i z bagażem rejestrowanym za 284 zł!”, „przeloty z Warszawy do egzotycznej Etiopii za 1588 zł!”), zdjęcia palm i turkusowo-złocistych plaż kuszą nas, możemy przebierać w ofertach wycieczek ekstremalnych, ekowycieczkach, wycieczkach śladami znanych osób, a nawet w takich reklamujących turystykę ubóstwa – tzw. poorism (od angielskiego „poor” – biedny i „tourism” – turystyka).

Latamy samolotami, podróżujemy samochodem, pociągiem, promem, w miastach wsiadamy w elektryczne pociągi, wkładamy w uszy słuchawki i zanurzamy się w przesadnie entuzjastycznym tonie głosu przewodnika mówiącego do nas w naszym ojczystym języku. Oglądamy świat zza szyby, przyglądamy się temu co w gablocie, czasem zasiadamy na kawie w małej kawiarni skąpanej w toskańskim słońcu, albo robimy selfie z palmą na francuskiej Riwierze… Szukamy wrażeń, aby obdarować nimi social media, kupujemy etniczny kapelusz, egoztyczne przyprawy, marokański olej arganowy i inne pamiątki.. Lub przeciwnie, pakujemy dobytek w nieduży plecak, zakładamy trapery i jako backapakerzy ruszamy w podróż w nieznane – pociągiem, autobusem czy stopem.

Odnaleźć siebie

Czy w podróży odnajdujemy prawdę? Czy prawda w ogóle istnieje? Antropolożka kultury, Anna Wieczorkiewicz w swojej książce „Apetyt turysty. O doświadczaniu świata w podróży” pisze:

„Turysta pragnie autentyczności, chce dostać się za kulisy i zobaczyć coś, co nie będzie tylko widowiskiem. Marzenie to dla nikogo nie jest tajemnicą, więc organizatorzy Imprez turystycznych aranżują sytuacje, które mają sprawiać wrażenie przekraczania granic spektaklu. Spektakle organizuje się tam, gdzie już od pewnego czasu toczą się działania niepozbawione walorów widowiskowych. […] Często przestrzeń urządzono tak, by goście mieli wrażenie, że znaleźli się w obszarze, w którym wszystko przebiega normalnym niewidowiskowym trybem – w fabryce toczy się proces produkcyjny, w kuchni przygotowuje się posiłki, na giełdzie dokonuje się operacji finansowych. W istocie jednak nie dochodzi do faktycznego wpuszczenia za kulisy; organizuje się raczej rodzaj żywego muzeum. […]”

Gdy zatem następnym razem sprzedawca na targu w Maroku poda ci na ulicy z szerokim uśmiechem na ustach tradycyjną herbatę lub gdy podczas egzotycznej wycieczki offroadowej po bezdrożach Etiopii dojrzysz chłopca, któremu nagle z worka wypadają daktyle – pamiętaj, by nie brać wszystkiego na serio. Bo turystyka to nie tylko krem z filtrem, przewodnik w dłoni i dobre zdjęcie. To istotne zjawisko społeczne, a my jesteśmy – i bądźmy – w coraz większej mierze post-turystami – świadomymi współzależności, globalnych przyczyn i konsekwencji naszych zachowań, zachodzących procesów psychologicznych i wszechobecnej komercjalizacji. Może warto potraktować podróż jako okazję do spotkania, a w tubylcy zobaczyć partnera – nie element krajobrazu. Bez względu na to, czy podróżuje się z plecakiem i śpi w schroniskach, czy z naręczem eleganckich toreb wchodzi do eleganckiego hotelu z basenem w ogrodzie.

Autorka: Jagoda Prześluga

PS Jedną z największych fikcji o świecie serwuje nam oczywiście Hollywood. A jednak to właśnie po premierze filmu „Jedz, módl się i kochaj”, w którym bohaterka grana Julię Roberts „odnalazła samą siebie w Indiach” masowa turystyka odczuła wyraźny wzrost zainteresowania tym rejonem świata, a wycieczki w stylu „jedz, módl się i kochaj” stały się naprawdę modne.

Pisząc ten artykuł korzystaliśmy m.in. z następujących źródeł:

http://www.forbes.pl/thomas-cook-ojciec-nowoczesnej-turystyki-masowej,artykuly,159139,1,1,1.html

http://www.dwutygodnik.com/artykul/1339-post-turysta-na-wakacjach.html

http://post-turysta.pl/