Całe życie w 12 dni [recenzja]

Anna Januszewska i Wojciech Brzeziński w spektaklu "Oskar i pani Róża", fot. M. Biczyk

Anna Januszewska i Wojciech Brzeziński w spektaklu „Oskar i pani Róża”, fot. M. Biczyk

Często myślimy o tym jak długo będziemy żyć… A jeśli zostaniemy postawieni w sytuacji, w której wiemy ile czasu nam zostało? Chcielibyśmy przeżyć jak najwięcej i zrobić wszystko to, co należy zrobić przez całe życie. O spektaklu „Oskar i pani Róża” pisze Agata Kazimierska.

Każdy dzień to dziesięć lat

Oskar (Wojciech Brzeziński) jest dziesięcioletnim, niezwykle inteligentnym chłopcem chorującym na białaczkę. Całkowicie świadomy tego, że pozostało mu niewiele czasu zaczyna żyć pełnią życia. Chłopiec narodził się po raz drugi dzięki pomysłowi wolontariuszki Pani Róży (Anna Januszewska). Od tamtej pory każdy dzień życia Oskara to dla niego dziesięć lat. Dzięki temu, jak każdy człowiek, Oskar przeżywa wszystkie okresy swojego życia. Dorasta, nawiązuje przyjaźnie, zakochuje się, żeni, starzeje i umiera. Nie wszystko udaje się Oskarowi zrealizować tak, jakby sobie tego życzył, nie wszystko jest takie, jak sobie wyobrażał… Jednak żyje pełnią swojego dwunastodniowego życia.

O życiu czy umieraniu?

Każdy z nas rodzi się, dojrzewa, starzeje i umiera nie mając wpływu na taki bieg wydarzeń. Jest to coś całkowicie naturalnego, lecz jeśli jednak spotykamy się z przedwczesną śmiercią zadajemy sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego właśnie on? Przecież nie powinien odchodzić tak wcześnie. Kogo więc należy winić?

To pytanie zadaje sobie również Oskar. W poszukiwaniu odpowiedzi na to i wiele innych pytań zwraca się do Pana Boga, chociaż z początku wcale nie wierzy w jego istnienie. Z każdym upływającym dniem Oskar poznaje Boga coraz bardziej. W listach opowiada mu o swoich problemach oraz wyjawia mu sekrety, o których nikt nie wie. Wiara staje się fundamentem, na którym Oskar buduje swoją siłę.

Z każdą chwilą zmienia się patrzenie chłopca na świat, który go otacza. Każdy dzień, każda godzina i minuta z życia Oskara pokazuje, że nie żyjemy sami dla siebie, że istotą naszego bycia tu i teraz jest współżycie z innymi – przyjaźń i miłość do ludzi. Bez przyjaźni i miłości, bez wsparcia i zrozumienia, bez bycia po prostu razem nasze życie jest puste. Dzięki innym ludziom możemy lepiej poznać siebie, zrozumieć własne uczucia, pokonać strach i niepewność jutra. Ludzie starsi patrząc wstecz mówią, że ich życie mimo wszystkich doświadczeń, mimo wielu radości, smutków, szczęścia i problemów wydaje się być dla nich jednym dniem i tylko od nas samych zależy, czy był to dzień udany.

A na scenie…

Życie Oskara toczyło się wśród białych szpitalnych łóżek i było jednocześnie czerwoną książką, z której czytała Pani Róża. Dwoje aktorów na scenie, minimalizm scenografii podkreślał wagę i moc wypowiadanych słów. Powtarzająca się gra świateł, sekwencja ruchów i podkład muzyczny potęgowały istotę treści zawartych w scenariuszu. Jakże niewiele może przekazać tak wiele…

Tak jak w naszym prawdziwym życiu tak i w przedstawieniu jest czas na łzy, śmiech, chwile wzruszenia i przemyśleń. Nie można pozostać obojętnym na emocje i mocny przekaz płynący ze sceny.

16864964_1221088278012693_3086023764160875660_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Agata Kazimierska