Bóg i sex appeal [Kontrapunkt 2016]

"Nieznośnie długie objęcia", na pierwszym planie: Karolina Gruszka, fot. archiwum festiwalu Boska Komedia

„Nieznośnie długie objęcia”, na pierwszym planie: Karolina Gruszka, fot. archiwum festiwalu Boska Komedia

„Fajne, fajne, ale Boga w tym nie ma” – powiedziała niegdyś moja koleżanka po jednej z premier w naszym teatrze. A dziś na debacie w Teatrze Małym usłyszałam, że teatr, aby był skuteczny musi mieć… sex appeal. Już tego samego dnia przekonałam się, że istnieje spektakl, w którym jest i Bóg i sex appeal: „Nieznośnie długie objęcia”.

Wybaczcie, że dziś tylko o jednym przedstawieniu, ale to dlatego, że to taki teatr, który jak wejdzie w człowieka, zostaje w nim na wyłączność. W „Nieznośnie długich objęciach” Iwana Wyrypajewa na nieco śmiesznej, bo podpisanej u dołu scence, siedzi czwórka aktorów. Toczą oni kilka równoległych opowieści o młodych, trzydziestokilkuletnich bohaterach. Raz z dystansu, innym razem wcielając się w rolę prowadzą nas przez wątki o podróżach, przypadkowych i nieprzypadkowych spotkaniach, pożądaniu i… wieczności. Z lotniska przenosimy się więc do prywatnych łóżek, z oddziału szpitalnego do piekła lub innej galaktyki. W jednym momencie zanurzamy się w „heroinowym kisielu”, innym razem poznajemy formy mniej lub bardziej interesującego seksu. Język bohaterów pozostaje przy tym tyleż opisowy, co niewyszukany, swoje najsilniejsze emocje chętnie okraszają oni prostym „ja jebię”, co wszelką podniosłość chwili sprowadza do dowcipu i zwykłości.

I wszystko to byłoby tylko jakąś kolejną alternatywną opowieścią na temat miłości, czy życia po śmierci, gdyby nie to, że spektakl ten dotyka niemal wszędzie. Wnika on i budzi obszary zwykle uśpione – nie boi się słowa dusza, Bóg i wieczność. Sceny, w których bohaterowie opowiadają o przeżyciach seksualnych rozpalają wyobraźnię, a figura tulącego wszechświata staje się piękna, żywa i sensualna. I tylko drobne przekleństwa, garść prostych konstatacji bohaterów daje odczuć, że nie mamy do czytania z wybrańcami losu, a zwykłymi ludźmi. Będąc obywatelami świata, jesteśmy częścią wszechświata – tego, który nas otacza i tego, który zamknięty jest w kosmosie drugiego człowieka – zdaje się opowiadać Wyrypajew. Bajka? Bujda? Zmyślanie? Nic nie szkodzi. Ja w to wchodzę.