Biegnij, dziewczyno, biegnij! [recenzja]

"Mad woman", Magdalena Wrani-Stachowska, Barbara Lewandowska, Ewa Sobczak, Maria Dąbrowska, fot. Piotr Nykowski

„Mad woman”, Magdalena Wrani-Stachowska, Barbara Lewandowska, Ewa Sobczak, Maria Dąbrowska, fot. Piotr Nykowski

Mad: z języka angielskiego: szalony, wściekły, obłąkany, zwariowany, pomylony, furiacki. Czy takie określenia określają kobiety – bohaterki przedstawienia? Jaki obraz współczesnych kobiet wyłania się z „Mad Women” w reż. Barbary Wiśniewskiej? O spektaklu pisze Katarzyna Knyszyńska.

5 kobiet, jedna praca, agencja reklamowa, korporacja, koleżanki z pracy, a może zwykli wrogowie. Magda, Monika, Agnieszka, Ewa i Anna pracują w jednej firmie, ale ‚współpraca’ ogranicza się do ciągłej rywalizacji i pragnienia bycia ‚number one’, co zresztą obserwujemy w jednej z wielu scen, podczas której kobiety grają w baseballa – ewidentny przejaw konkurencji i rywalizacji.

SZTUCZNA SZTUCZNOŚĆ

Otwarta scena, bliskość między aktorem a widzem wskazuje na to, że każda z widzek może (ale nie musi) wcielić się w taką rolę. Pomyślmy. Ile z nas codziennie w pracy uśmiecha się, bo musi? Ile z nas wykonuje określone polecenia służbowe, a jednocześnie pod nosem szepcze niecenzuralne słowa? Czy też udajemy miłe i przyjacielskie, a w głębi boimy się, że koleżanka sprzątnie nam premię sprzed nosa? Cały spektakl dzieje się blisko i wokół nas. Sztuka jest aktualna i odzwierciedla prawdziwe oblicze współczesnych kobiet.

Zasiadając na widowni szczecińskiej Malarni można poczuć się bardzo komfortowo, a to wszystko za sprawą przyjaznej scenografii. Jasna, drewniana podłoga i ściany w połączeniu z ciepłym oświetleniem dają wrażenie przytulności wnętrza. Duży, owalny stół konferencyjny a’la biurko recepcji to bezkonkurencyjnie główny stały element scenografii. To swoiste centrum dowodzenia działań, które niedługo potem można śledzić.

WSZYSTKO NA POKAZ

Oczom widza ukazują się kolejno kobiety, atrakcyjne, na wysokich obcasach, w nienagannych strojach. Można by rzec, że należą do wyższej ligi kobiet. Jednak już niemal od początku coś nie pasuje. Wcielają się w męskie role, próbują włożyć na siebie męskość, a jednocześnie wkładają pseudo wygodne szpilki i markowe ciuszki. Chcą być silne, chcą pokazać kto tu rządzi. Pragną niezależności, a mimo wszystko brną w podległość. Są na kiwnięcie palca szefowej, która nawet nie prosi. Po prostu unosi palec, a one działają jak marionetki, spełniają jej oczekiwania. Usiłują być perfekcyjne w każdym geście, a nawet mimice nieszczędzącej sztucznych uśmiechów. Praca w korporacji tego wymaga, to w końcu moment kulminacyjny w ich karierze. Bohaterki rywalizują ze sobą, nie szczędzą docinek, nie wspierają się. Są nawet zdolne do bójki(!). A co z „solidarnością jajników”? To tylko pusty frazes, to mit.

KONWENANSE

Z każdej strony naszego codziennego życia, jak i scen przedstawienia można dostrzec presję społeczeństwa. Kobieta z korpo musi być elegancka, zadbana, z wyuzdaną i śmieszną pozą oraz sztucznie przywdzianym uśmiechem. Wszędzie napotykać matki-Polki, które uczą jak wychowywać dzieci. Czy to oznacza, że same nie mamy instynktu? Musimy dzielić się swoim życiem prywatnym, spowiadać z posiadania partnera lub jego braku? Spać w pracy też nie zaszkodzi. Czy wobec takiego naporu ze strony środowiska i życia codziennego kobiety w pewnym momencie nie stają się szalone, furiackie i wściekłe?

NIEKOŃCZĄCY SIĘ MARATON

Finałowa scena, w której to bohaterki próżno biegają wokół swojego cienia, nakierowuje nas na interpretację dążenia do szczęścia. Ileż siły i energii wymaga od nich ten bieg. Niezdarnie, wywracając się, upadając, potykając się o własne nogi, ale biec. Bieg za szczęściem to nieustanna walka, spełnienie swoich oczekiwań względem samego siebie i innych ludzi to ciągła gonitwa. Nieustanna walka aby udowodnić sobie i otoczeniu, że potrafimy sprostać presji życia codziennego. Czy ten szaleńczy bieg się skończy? Czy pięć bohaterek przedstawienia dobiegnie do celu?

NAPRAWDĘ WARTO SIĘ WYBRAĆ

Sztuka „Mad Women” w reżyserii Barbary Wiśniewskiej rozgrywana na deskach Teatru Współczesnego dowodzi teorii, że kobiety pragną być zarówno kobiece, jak i wyzwolone, z męskimi regułami i zachowaniami. Chcą grać w męskie gry (sceniczny bejsbol), chcą nosić spodnie, ale w tym wszystkim pragną być delikatną, „ustrojoną” kobietą. Chcą być traktowane tak samo, jak mężczyźni. Chcą tyle samo zarabiać, bo nie są w niczym gorsze. Nie chcą czuć się gorsze. Chcą równouprawnienia. Pragną osiągać sukcesy równie dobre, jak te osiągane przez mężczyzn. Chcą zarządzać, być menadżerkami mężczyzn. Czy znajdą kompromis w byciu kobietą i mężczyzną w jednym?

10362360_704273719626484_1188761904208839090_n

 

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Katarzyna Knyszyńska