Bądź moim Aniołem Stróżem [recenzja]

Magdalena Myszkiewicz w "Wieży z klocków", fot. Piotr Nykowski

Magdalena Myszkiewicz w „Wieży z klocków”, fot. Piotr Nykowski

Widzowie tego spektaklu nie są grupą kilkudziesięciu nieznanych osób. Pozwalają aktorce mówić, przekraczają granicę anonimowości, która wymaga od nich nie tylko biernego słuchania, ale zrozumienia i, być może, odpowiedzi. O „Wieży z klocków” pisze Marysia Pyrek.

Miłość bezwarunkowa

Dziecięce głosy, które słyszymy, czekając w sali Teatru Małego, sprawiają, że przestajemy rozmawiać o sprawach codziennych, a zaczynamy myśleć o dzieciach. Podsłuchując rozmowy widzów, dowiadujemy się, kto planuje, a kto już ma potomstwo, co ostatnio wymyśliła Małgosia, a jak doskonale uczy się Jaś, która koleżanka niedawno urodziła, a która została sama, bo dawca nasienia uciekł, gdy dowiedział o ciąży… Dawca nasienia? Ojciec? Tata? Tatuś? Jak nazwać taką osobę? Czy samo wpisanie do aktu urodzenia jest przysięgą i nieodwracalną umową pomiędzy dzieckiem i rodzicem, że będzie go kochał, wspierał, zapewni mu bezpieczeństwo, a przede wszystkim, że go nie zostawi, choćby nie było idealne?

Nikt nam tego nie może obiecać. Nikt nam nie obiecuje, że nasz rodzic będzie nas kochał. Tak jak nikt nie może obiecać rodzicowi, że dziecko go pokocha. O ile, pomiędzy biologicznym rodzicem a dzieckiem wytwarza się więź już w brzuchu matki, gdyż dziecko przyzwyczaja się do jej głosu, oddechu, sposobu bycia i zachowania… Nikt jednak nie może obiecać, że podobna relacja wytworzy się pomiędzy dzieckiem adoptowanym a rodzicem. Zwłaszcza, że dziecko już raz zostało porzucone. Co zatem uświadomi, przekona i sprawi, że uwierzy ono w bezwarunkową miłość adopcyjnych rodziców? To pytanie także pozostaje bez odpowiedzi.

Powyższe problemy są poruszane przez aktorkę monodramu – jednakże nie udziela ona rad czy wskazówek. Po prostu opowiada swoją historię. Od chęci posiadania dziecka, po rozmowy kwalifikacyjne w ośrodku adopcyjnym, po adopcję i wspólne życie z długo oczekiwanym chłopczykiem.

Jednakże nie można mówić o radosnym, przepełnionym beztroską spektaklu. Samotność aktorki na scenie w pierwszych minutach może wręcz przygnębiać. Trudno ocenić jej wiek, przytłaczająca szarość, pomruk panujący na scenie. To wszystko sprawia, że aktorka wydaje się dużo starsza, niż w następnych częściach monodramu. To brak dziecka, brak istnienia małego „ktosia” – komu można oddać serce i przelewać każdego dnia kropelki miłości – jest tego przyczyną.

Lalki serc nie mają?

Drewniane patyki w rękach aktorki są kilkakrotnie przesuwane, podobnie jak różnej wielkości klocki. To dominujący ruch sceniczny. Oprócz przemieszczania drewnianej scenografii, naśladowania zachowania dziecka (ukazującego się w tym samym czasie na projekcji), odzwierciedlania różnych dźwięków i powtarzania najważniejszych kwestii, to jedyne uteatralnienia intymnego monologu. Elementy proste, zwyczajne, jednakże podkreślające najważniejszą cechę: realność.

Z kilku powiązanych ze sobą patyczków powstaje chłopiec, prawie jak Pinokio, dzięki czarodziejskim rękom Dżepetta. Gdyby nie miłość, nie byłby tym, kim jest, kim się staje i kim będzie w przyszłości. Jego życie, choć przepełnione trudnymi sytuacjami w domu dziecka, gdzie wszystko trzeba robić zgodnie z regulaminem, dzielić się z innymi i bezwarunkowo się podporządkować panującym zasadom, diametralnie się zmienia. Chłopiec zaczyna powoli wkraczać w zupełnie inny świat.

Świat, którego dzięki rodzicom adopcyjnym nigdy by nie poznał. Świat, w którym nie kocha się za coś. W którym nie musi iść na spacer, bo wszyscy idą. W którym może płakać, śmiać się i być sobą. Może jest i odrobina zazdrości i próba wynajdowania coraz to nowszych pomysłów by zwrócić na siebie uwagę, a czasami nawet agresja w stosunku do najbliższych… ale wszystkich rzeczy trzeba się nauczyć. Czy wzorcem godnym do naśladowania jest „ciocia”, która, pod wpływem impulsu, za każdym razem krzyczy ci prosto w twarz, że będziesz takim samym kryminalistą, co ojciec?

Zbuduj wieżę

Dziecko nie ma wpływu na to gdzie się urodzi, jacy są jego rodzice i jakie będzie jego dzieciństwo. To od rodziców zależy jak ułoży fragmenty jego życia, jak je poskłada. Niekiedy po prostu należy pozamieniać niektóre elementy układanki. Zamiana części na samym początku ma mniejszy wpływ, niż wtedy, gdy trzeba pościągać wszystkie klocki i zacząć budować od nowa. Pokazanie dziecku gry, wytłumaczenia instrukcji, a potem możliwość decydowania o sobie samym to rzeczy, które każde dziecko powinno otrzymać od rodzica.

Spektakl powstał na podstawie książki Katarzyny Kotowskiej. Opowieść wychwalana przez ośrodki adopcyjne na deskach teatru ożywa dzięki reżyserii Arkadiusza Buszki. Wypowiedź aktorki jest rozmową pomiędzy nią a odbiorcą. Widzowie tego spektaklu nie są grupą kilkudziesięciu nieznanych osób. Pozwalają aktorce mówić, przekraczają granicę anonimowości, która wymaga od nich nie tylko biernego słuchania, ale zrozumienia i, być może, odpowiedzi.

Magdalena Myszkiewicz nie tylko opowiada o trudach, radości i problemach adopcji oraz życia z nieznajomym chłopcem. Monodram pokazuje brutalność otaczającego nas świata. Ludzi, którzy swoją wścibskością, brakiem dobrego wychowania, a przede wszystkim chamstwem potrafią zburzyć idealny świat stworzony przez miłość matki. Matki, która przede wszystkim czuwa nad dzieckiem, by było bezpieczne i nauczyło się odtrącać negatywne komentarze od osób, które nie mają prawa ich mówić (ale to robią!). Matki – anioła stróża, który kocha bez względu na zachowanie, które czasami jest tylko agresywną reakcją na brak akceptacji. Anioła Stróża, który po prostu jest.

A czy Ty zostałeś już Aniołem Stróżem?

14192637_1080140872077469_3229314499548089940_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Marysia Pyrek