Tym razem jest inaczej [RELACJA]

Na pierwszym planie od lewej: Przemysław Walich, Magdalena Wrani-Stachowska, Grażyna Madej i Michał Lewandowski, fot. Paloma de la Fuente

Na pierwszym planie od lewej: Przemysław Walich, Magdalena Wrani-Stachowska, Grażyna Madej i Michał Lewandowski, na drugim planie: Paweł Adamski, Iwona Kowalska, fot. Paloma de la Fuente

Tym razem jest inaczej. Wiem o tym już w momencie, kiedy spóźniona (#fauxpas) przekraczam błotnisty próg „Bramy”. Szesnasta. Zimno, brzydka pogoda, nikomu nic się nie chce. „Ja bym nie wyszła z domu w taką pogodę” żartuje Magdalena Wrani- Stachowska przechadzając się po holu goleniowskiego teatru… O prezentacji sztuki „Trollgatan. Ulica Trolli” w Goleniowie, w ramach projektu Teatr Polska pisze Sonia Suchecka. 

Krok 1: uczestnictwo

Zdaje się, że pomimo bycia fizycznie w części należącej do widowni, nie jestem widownią, jestem tam sama wraz z aktorami i reżyserem. Dystans jest przełamany, wejście na próbę spektaklu „Trollgatan” daje mi dziwne wrażenie przynależności, wtopienia się w strukturę całego wydarzenia. Aktorzy to nie lalki przemieszczające się po scenie, nie roboty, wykonujące swoje działania automatycznie. Słyszę komentarze polityczne, przekleństwa, śmiech i chcąc lub nie, staję się częścią, oczekuje się ode mnie odpowiedzi. Nie mogę wyjść, nie ma kurtyn ani podwyższonej sceny, na próbie nie ma też tak do końca scenariusza, aktorzy mają prawo ze sobą rozmawiać, rozmawiać też ze mną. Staję obok nich i ich emocji, niedopatrzeń, pomyłek. Każdy chyba ma pewne wyobrażenie o aktorach teatru repertuarowego jako o osobach, które mają za zadanie wprowadzić nas w stan „święta”, jak wyraził się sam reżyser Tomasz Kaczorowski. Wielkie teatry w wielkich miastach onieśmielają, jednak teraz jest inaczej. Budowa samej Bramy jak i ta wytworzona bliskość sprawia, że „Trollgatan” staje się jeszcze mocniejszy w przekazie.

Na spektakl rozpoczynający się o osiemnastej przychodzą moi znajomi, ludzie z otoczenia Bramy, którzy zapewne spodziewali się czegoś innego:

– Spektakl pozytywnie mnie zaskoczył. Rzadko kiedy się zdarza, że teatr instytucjonalny wystawia spektakle, które są swego rodzaju manifestami. Emigracja, nienawiść, obojętność, medialne pranie mózgu – wszystko to mogliśmy zobaczyć na scenie wykonaniu „Współczesnych” aktorów- mówi Piotr Śnieguła, aktor Teatru Brama.

„Trollgatan” faktycznie jest nieoczywisty i zmusza widzów do interakcji. Nie pozostaje poza, lecz wnika wewnątrz komórek ciała. Podczas spektaklu rozglądam się wokół, są tu moi rówieśnicy, ale też starsi ludzie i nasi rodzice. Skupieni na sztuce, reagujący, odpowiadający. Wydaje się, że temat przedstawienia do wszystkich trafia w podobny sposób, ponieważ każdy ma z nim ten sam problem.

Krok 2: bliskość

Tym razem jest inaczej, bo jest nam niewygodnie. Na niektórych twarzach widzę napięcie, matka mojego kolegi po spektaklu ni stąd ni zowąd zaczyna opowiadać mi historię swoich znajomych mieszkających w Szwecji, jak to tam teraz jest źle, że więcej praw mają „imigranci na socjalu”, a nie „pracujący i uczciwie płacący podatki ludzie”. Że dzwonią do nich, do tych jej znajomych, każąc kupować tony papieru toaletowego, by te korony przeznaczyć na uchodźców.

Dlaczego „Trollgatan” uwalnia takie emocje? Przede wszystkim, zachodzi nas od najmniej spodziewanej strony. Już w pierwszej scenie jest to aranżacja muzyczna- utwory Abby wykonywane przez aktorów, które wszyscy niezależnie od wieku znają na pamięć. Przecież każdy kiedyś chciał być #dancingqueen albo czuł, że #iamtheking. Hashtagi i język spektaklu przemawiają znowu do młodszego pokolenia. Czujemy się u siebie pośród komputerowych zwrotów i pikania tableta, gdy Andżelika (Magdalena Wrani-Stachowska) i Lars (Michał Lewandowski) grają na Xboxie.

Schematyczność postaci pozwala nam poczuć, że są nam bliskie, ale też dość przewidywalne. Ich rozmowy bawią nas, bo przedstawiają stereotypowych mieszkańców Polski, których widzimy wokół siebie na co dzień. Jest więc Miętus (Paweł Adamski), niezadowolony imigrant, który kiedy tylko się czegoś dochrapie w Szwecji, to zaraz mu zabierają. Jest też Andżelika, bezużyteczna w oczach swojej matki pracownica Ikei, która pragnie wyemigrować za wszelką cenę oraz jej matka uosabiająca starsze pokolenie ciężko pracujących ludzi (Iwona Kowalska). Jedynie Szwedzi w spektaklu budzą pewien niepokój. Niechęć pomiędzy nimi wzrasta w miarę rozwoju akcji, padają słowa nienawiści, ale widz zdaje się być wciągnięty przez komediowe monologi.

Medialny szum po lewej stronie sceny przykrywają zasłoną milczenia wypowiedzi Larsa po prawej stronie. Pani w błyszczących spodniach i ciemnych okularach (Grażyna Madej) śpiewa piosenki, poza tym ma ładne, drogie studio telewizyjne i wielkiego ludzika Lego. To ona przyciąga wzrok. Cała aranżacja lśni od pięknie przystrzyżonej trawy, jasnych kolorów, miękkiego światła i pięknych Szwedów. To, co mówią przestaje mieć aż takie znaczenie. Fasada ukrywa brutalność sądów Larsa , którego nikt zdaje się nie słuchać, w końcu dla Andżeliki jest taki miły i to, co pisze w Internecie to tylko hashtagi, opinie na Facebooku. No i ma taką ładną błękitną koszulę, która pasuje mu do blond włosów i niebieskich oczu. Folia bąbelkowa pokrywająca ubrania aktorów dodatkowo wzmaga poczucie osłony, ochrony przed złem. Nic nie może się NAPRAWDĘ stać. Przecież on tylko tak mówi, prawda?

Krok 3: zrozumienie

Kiedy nadchodzi zakończenie, widzowie są wstrząśnięci. Nie słychać ani jednego szmeru, a publiczność zastyga w bezruchu. Dlaczego? Czy to aż tak nie do pomyślenia, że Szwecja ze swoją piękną, europejską fasadą, jest również zalążkiem neonazizmu? Że nie radzi sobie z falą uchodźców i imigracji, że również błyszczące szwedzkie korony powoli się kończą i w ludziach coś pęka? Że piękny Szwed o niebieskich oczach i w tej swojej błękitnej koszuli może strzelać?

Siłą tej sztuki jest omamienie publiczności, która mimowolnie staje się nami wszystkimi, zwykłymi ludźmi w codzienności różowego i błyszczącego populizmu. Oślepieni wypieraniem faktów, propagandą braku paniki i ukrywania problemów przez kolorową telewizję, opieramy wiadomości o emigracji o symbol łosia na kubkach z Ikei, a nie na realnych wydarzeniach. „Trollgatan” zdaje się mówić „Obudźcie się!” jednak pozostawia nas z rzeczywistością pesymistycznej pustki po przebudzeniu do rzeczywistości.

Prezentujący odmienne poglądy Lars i Sven nie przedstawiają sobą żadnego idealnego wyjścia z sytuacji, które nikogo by nie zraniło. Wydawałoby się, że oczywiście strzelający do ludzi Lars i jego poglądy są niewłaściwe, jednak czyż możemy z drugiej strony ślepo przyznać rację Svenowi (Przemysław Walich), który chce pełnej wolności dla wszystkich, pełnej tolerancji i praw, gdy Lars, rodowity Szwed podaje przykłady Szwedów zaczynających tracić swoje prawa na rzecz tych właśnie „trolli”? Przykłady zaburzeń w funkcjonowaniu rządu w penalizowaniu zachowań oraz systemu urzędowego w ich normowaniu, które dotyczą nie tylko Szwecji, lecz również reszty „zachodnich krain szczęśliwości”.

Na warsztatach nadal o tym myślimy. To wszystko nas dotyczy, to nie spektakl właśnie obejrzeliśmy, ale życia nas wszystkich zanurzone w europejskiej ułudzie. Teraz mamy w rękach ludziki Lego, które trzeba poukładać w ujęcia na zadanie tematy, a następnie „odwrócić” te tematy, tworząc pojęcia przeciwne. I znów coś, co było zabawką dla dzieci, staje się narzędziem Nienawiści, Miłości, Tolerancji, Wypadku… Decydujemy o ludzikach Lego, czy o symbolach nas samych?

13417531_1112552822145939_2913444299754937366_n

 

Tekst w cyklu „Nowe blogowanie”

Autorka: Sonia Suchecka